Sytris „Koszmar”

Sytris - KoszmarWydawca: Hell Is Here Production / Pluton’s Rising Productions

Mniej więcej rok temu Heniu pokalał świat materiałem, co się zowie „Confessions of the Fall”. Wtedy też dałem prawie maksymalną notę, bowiem był to krążek skrojony wręcz idealnie jak dla mnie. Zimny, depresyjny a przede wszystkim mocno osadzony w klasyce gatunku materiał kręcił się w moim odtwarzaczu aż do obrzygania. Gdzieś po między kolejnymi butelkami dochodziły mnie jednak słuchy (delirium ?!), że już lada moment ukaże się „Koszmar„. Pomyślałem sobie: cierpliwość alkoholika została więc w pełni wynagrodzona.

Niestety z dużym rozczarowaniem. O ile „Confessions…” był dosłownie i w przenośni szczytem formy Sytris, tak teraz „Koszmar” jest jego najgorszym… koszmarem. Wszystko oczywiście jest zachowane w należytym porządku. Jest wstęp, jest rozwinięcie i jest zakończenie włącznie z epilogiem. Tylko cóż z tego, skoro to już było ? Skoro coś jest powieleniem czegoś i w dodatku zdaje się być zrobionym „na siłę” to jaki jest sens wydawania tego i wciskania ludziom, że to nowe, że świeże, że zajebiste i w ogóle w pytę… ? Ok. Pienie się jak kucyk, który wyrwał się z uprzęży mamusi na wolność, ale nie tego oczekuje się od swojego „faworyta”. Ok. Te dwa tytułowe ‚rozdziały’ ukazujące nocne mary i strachy są jak najbardziej na wysokim, „Confessions’owym…” że się tak wyrażę, poziomie. Obudowane w pancerz strachu, gęstości a zarazem surowości i jadu kawałki drenują w mózgu i budują jakiś symbolizm strachu. Tyle tylko, że na bardzo krótki okres czasu. Mkną tak szybko i tak nie zauważalnie że nawet nie wiadomo – jak to bywa gdy człek budzi się rano – czy był ten spazmatyczny sen czy też nie. I… tyle. Z założenia wiadomo, że koszmar ma budzić delikwenta, ma powodować u niego potliwość, ciary na plecach i bardzo uporczywą insomnię. Tymczasem „Koszmar” w wykonaniu Henia po paru obrotach tylko usypia jak mamusia przy karmieniu piersią (i nawet Xaos wokalnie nie pomaga), a nie o to przecież w tym wszystkim chodzi, prawda ?! …bo grać monotonnie to trzeba jednak potrafić nawet obniżając loty, a tym razem Sytris tego nie czyni acz tylko rozczarowuje. Szkoda, bo potencjał w tym wszystkim jest ale zdaje się być jeszcze nie w pełni twórczo wykorzystany.

Podsumowując (we własnym stylu): Ci co moczą się w majty podczas snu czy też oglądania „Zmierzchu” mogą ‚klepać’ tę ep’kę do woli. Zaś Ci, co lubią filmy Herzoga i uwielbiają patrzeć na uprawiającą nożyczkami skaryfikację Lindę B. niech lepiej poszukają innych klasycznych wrażeń, nie tylko wizualnych…

Ocena: 6/10 (po 3 punkty za każdy ‚koszmar’)

Tracklista:
1. Noc…
2. Koszmar I
3. Koszmar II
4. Awakening
5. Lost in Eternal Shadows
6. Fall

Autor

333 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *