Sweven „The Eternal Resonance”

Wydawca: Van Records

Na pewno kojarzycie taki zespół jak Morbus Chron, który z początkowo bardzo dobrego oldskulowego zespołu death metalowego stał się bardzo dobrym i nietuzinkowym zespołem death metalowym. Który sobie sczezł.

Na szczęście natura nie lubi próżni i ni stąd ni zowąd pojawił się taki zespół jak Sweven. Co lotniejsi z Was skojarzą od razu nazwę kapeli z tytułem ostatniej płyty Morbus Chron. I może w jakimś sensie jest to kontynuacja tego bandu. Ale nie do końca. Długo biłem się z myślami i uczuciami odnośnie tego, czy Sweven mi się podoba czy nie. Długo szala przeważała się raz na jedną, raz na drugą stronę. W którymś momencie straciłem czujność i jak mnie nie pierdolnie rękawica z napisem „To jest świetne”, to do teraz mi się w głowie kręci. Nie do końca wiem, czy to co słyszę na „The Eternal Resonance” mogę nazwać w ogóle death metalem. Już ostatni album Morbus Chron to było coś na pograniczu. Tutaj mamy cholernie dużo progresji, rocka, akustycznych momentów, a wszystko jest przemyślane, poukładane, skomponowane w ten sposób, że wychodzi perełka. Serio. Tak naprawdę, gdyby nie wokal, który wciąż jest utrzymany w manierze wcześniejszej kapeli Anderssona. Ba – wokal na tym krążku to coś świetnego, pełen dramatyzmu i pasji, chwilami ma się wrażenie, że koleś wypluje sobie płuca przy kolejnych wersach. Ponadto w kilku momentach zespół faktycznie robi podjazd pod granie z czasów Morbus Chron i właśnie „Sweven”. Choćby w takim „Visceral Blight” – chyba jednym z najgwałtowniejszych numerów na „The Eternal Resonance”. Metalowa część mnie krzyknęłaby do tego – „I najlepszym!”, ale otwarta część mnie powie, że ta płyta, mimo pozornego zróżnicowania jest bardzo równa, a słuchacz ani przez chwilę nie ma wrażenia, że jakiś dźwięk na debiucie Sweven jest upchany na siłę czy niepasujący do pozostałych. A to cechy albumów rewelacyjnych, szczególnie że obszar, w którym porusza się ten band nie jest łatwy.

Dobra, na koniec muszę jednak oświadczyć – pomimo pierwotnego niezdecydowania ten album w moim przekonaniu ma szansę, by zostać płytą roku. A nawet jeśli nie płytą roku, to w moim osobistym topie ma już miejsce na podium. Najlepsze co słyszałem w tym roku, jak na razie.

Ocena: 10/10

1. The Spark (3:07)

2. By Virtue Of A Promise (9:21)

3. Reduced To An Ember (7:30)

4. The Sole Importance (8:03)

5. Mycelia (7:37)

6. Solemn Retreat (9:43)

7. Visceral Blight (6:35)

8. Sanctum Sanctorum (8:34)

Autor

11769 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *