Stormnatt „The Crimson Sacrament”

Wydawca: Ashen Productions

Nie często dostaję albumy, które są miażdżącą emanacją tanateistycznej black metalowej magii. Tak przynajmniej twierdzi wytwórnia, która owy krążek wypuściła. Cóż, brzmi ładnie, ale ile warte są te górnolotne słowa?

Ową emanacją ma być, wedle Ashen Productions druga płyta austriackiej formacji Stormnatt. Nie wiem, jak było w przypadku debiutu, ale „The Crimson Sacrament” jest całkiem niezłe. Co prawda tantryczne…ups, tanateistyczne uwielbienie śmierci nie zawładnęło mym serduszkiem, ni rozumkiem, ani nawet duchem, ale jakoś nigdy nie byłem necro-true. Myłem zęby, jadłem jogurty, kłaniałem się na klatce schodowej… No, miałem plecak – kostkę, ale też nie długo. Wracając jednak do Stormnatt – na drugim opusie zawarli panowie ponad czterdziestominutową dawkę czarnej sztuki, cechującej się dość wysokim poziomem melodyjności, a przynajmniej na tyle melodyjnym, by odróżnić mniej więcej poszczególne kompozycje, których notabene jest osiem. Stormnatt na szczęście nie słodzi jak napalony na pierwszej randce, bo ich podejście do tematu kojarzy mi się raczej z takim Dissection czy innym blackowymi kapelami (zwłaszcza taką jedną, która kołacze mi cały czas w podświadomości, ale za cholerę nie przypomnę sobie jej nazwy), które dbały o odpowiednią dozę melodii i zarazem o to, by wciąż czuć było agresję w muzyce. „The Crimson Sacrament” dzięki temu słucha się z przyjemnością, nie odczuwa się nudy. Utwory skomponowane są poprawnie, gdzieniegdzie z większym lub mniejszym polotem. Czasem na pierwszy plan wysuwa się bas, a że mnie to nie wiedzieć czemu rajcuje, od razu u mnie plusują. No, ale z drugiej strony gardłowy mógłby popracować trochę nad swoją działką, bo jego wokale albumie wypadają trochę jednostajnie, a przydałoby się większa różnorodność w tym temacie, bo i w black metalu można kombinować. Ba, czasem nawet trzeba. I najlepiej, jeśli robi się to z muzyką, a nie z hasłami reklamowymi.

W sumie to nie chłopaków ze Stromnatt wina, że label wymyśla im jakieś wydumane hasła, których przeciętny zjadacz czarnego chleba nawet nie powtórzy, bo za dużo tam trudnych słów. I bez tego „The Crimson Sacrament” jest dobrym albumem.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Apparitional Echoes From The Void
2. Wounds Of Worship
3. The Crimson Sacrament
4. Soul Murder Ceremony
5. The Omega Illumination
6. Thanatheism
7. Blood Will Tell
8. Upon The Shores Of Solitude Pt. III

Autor

9996 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *