Stagma „Contra Todo”

Prawda jest taka: w Chaos Vault hard core nie jest gatunkiem szczególnie hołubionym. Właściwie to ja w ogóle tego nie słucham, chyba że gdzieś przypadkiem ktoś coś zapuści. Oczywiście doceniam twórczość różnych prekursorów gatunku. Ale Stagma bynajmniej do nich nie należy.

Zresztą ja nawet nie mogę powiedzieć, że to jest rasowy hard core, niestety. Po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że Stagma to raczej coś a’la rap-metal. A to już dla mnie jest oksymoron. Ja należę do tych, którzy pamiętają gromy sypiące się na każdego, kto przyznawał się do słuchania podobnych gatunków. I miał szczęście, jeśli to były tylko gromy, a nie bęcki… Ale my tu nie o gawędach, lecz o „Contra Todo”. A więc, mamy tu niby mocne gitary, przeplatane wolnymi fragmentami – wypisz wymaluj lubiany przez wszystkich numetalowy patent. A co gorsza dwanaście utworów z tego krążka jest do siebie niebezpiecznie podobnych. Agresji nie wyczuwam tu ani na miligram, takie to drętwe jakieś i bez werwy. A hard core, z którego Stagma chyba czerpie dość sporo, musi być agresywny i gwałtowny! Do tego dochodzą teksty. Po polsku. Ja zdaję sobie sprawę, że Stagma chce śpiewać o ważnych rzeczach i tak dalej, ale robi to w bardzo trywialny sposób. Lirycznie kuleją, czasem wtrącą jakąś „kurwę” czy inne „pierdolę”, ale ja nie mam już 14 lat i nie szaleję na Woodstocku (bo to chyba dla nich przeznaczone są pacyfistyczne teksty), ani nie wystaję też z ziomalami na ośce, więc teksty o „szacunku dla moich ludzi” latają mi koło dupy. Niestety, muszę stwierdzić, że Stagma jest siebie warta tak lirycznie jak i muzycznie. I nie mówię tego tylko z powodu mojej awersji do takiej muzyki, ale z prostej przyczyny – ta płyta jest słaba i nic tego nie zmieni.

Stagma tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że rap metal, czy jakkolwiek inaczej zwać tą muzykę, nie ma dla mnie nic do zaoferowania. Fajnie, że chłopaki zamiast dźgać pasażerów komunikacji miejskiej wolą muzykantować, ale mnie to i tak nie rusza.

Ocena: 2/10

Autor

10989 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *