Wydawca: Gravplass Propaganda

To pierwsze wydawnictwo Spektral Hatchery i jakimś diabelskim zrządzeniem losu od razu trafiło w moje łapska. I dobrze, że promo było podpisane, bo po logówce za chuja bym nie doszedł, z kim mam do czynienia.

Niezbyt wyszukanie nazwali swój debiut. „Spektral Hatchery”, bo o nim mowa, za to muzycznie broni się całkiem nieźle. Znajdujemy tutaj trzy numery oraz intro, przy czym samej muzyki mamy na ponad pół godziny słuchania – kawałki tych Amerykanów trwają bowiem ponad osiem minut, a jeden sięga minut czternastu. Muzycznie z kolei mamy do czynienia z black metalem o iście podziemnym sznycie i brzmieniu, który czasem oscyluje nawet wokół black/doom metalowych zwolnień jak w „Psycosmic Inversion”, a często też emanuje kosmiczną atmosferą, ambientowymi plamami rozlewającymi się na spore części takiego „Fata Morgana” . Może nie pod względem muzycznym, ale raczej pod względem feelingu przypomina mi na przykład Angst Skvadron (proszę to porównanie wziąć w duży nawias). Do tego zarówno muzyka, jak i jej opakowanie, czyli brzmienie, są cholernie surowe – trzeszczy jak ze starej, wielokroć przegrywanej taśmy. Ergo, ma swój urok. A muzyka ma tendencje do wwiercania się Wam w głąb czaszki, raz poprzez swoją melancholię, raz poprzez poczucie niemocy, a na pewno cały czas dzięki ładunkowi negatywnej, mrocznej energii. Do tego bardzo dzikiej, pierwotnej.

Bardzo ciekawy debiut, który może jeszcze nie jest albumem idealnym, jednak wart zapoznania się. Przy czym zaznaczam, że w ten krążek trzeba się wgryźć, bo nie jest to soundtrack do wyjścia po bułki do sklepu. Ale czuję podskórnie, że jeszcze o Spektral Hatchery usłyszymy.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Intro
2. Trans-Temporal Being :
3. Psycosmic Immersion
4. Fata Morgana