Sonneillon „Polymorphous”

Swego czasu na granie w takim stylu, w jakim obraca się Sonneillon, było bardzo popularne. Później młodzież odeszła od niego w stronę necro-old school. Ale nie wszyscy, bo dziś znów jakby trochę powracało do łask, właśnie dzięki zespołom pokroju kwartetu z Bielska – Białej.

Jest to pierwszy materiał grupy, która w notce napisała, iż para się „ekstremalną muzyką metalową z elementami muzyki symfonicznej”. Na dobra sprawę nic to człowiekowi nie mówi, bo dla jednych ekstremą będzie kakofonia pokroju meksykańskiego Disgorge, dla innych zaś Slayer czy nawet Iron Maiden, hehe. Powiedzmy więc prosto – Sonneillon gra symfoniczny black metal. Ja wiem, że u licznych wywoła to grymas obrzydzenia na twarzy, ale i tez u wielu – zadowolenie przemieszane z zaciekawieniem. Na „Polymorphous” znajduje się siedem utworów, w tym symfoniczne intro i outro oraz interludium. Szczerze mówiąc – nie całkiem moja broszka ten symfoniczny metal i jeśli jakieś porównania będą nietrafione, z góry przepraszam za swą indolencję. Ale jak dla mnie to słychać tu sporo Dimmu Borgir. Lecz to nie zarzut, bo w ogólnym spojrzeniu na ten materiał jest, krótko mówiąc, okej. Oczywiście klawisze i orkiestracje pełnią ważną rolę w muzyce Sonneillon, ale słychać też, że instrumenty żywe są muzykom nieobce. Utwory na „Polymorphous” stanowią dość szybki pokaz tego, jak zrobić coś, by było symfoniczne, ale i nie zniewieściałe zarazem. Istotnie inspirowane zespołami pokroju wspomniany Borgir kawałki, nie są marną kopią tychże, słychać, iż Sonneillon stara się dać jak najwięcej swego stylu. Niejednokrotnie są one bardziej agresywne niźli te, do których niechybnie będą porównywane w recenzjach różnorakich (także i tej, hehe), choć trochę zwolnień się trafia, w których prym wiodą rzeczone symfoniczne elementy. Kapela nie ma żywego garowego, ale szczerze mówiąc, nie słychać tego, że jego miejsce zajmuje maszyna. Co zaś mi nie pasuje? Ano dwie rzeczy, obie do przeżycia i obie raczej subiektywne – zbyt nieczytelne logo, mi kojarzące się raczej z death/grind’owym wymiotem. No i chwilami chciałoby się jednak więcej ognia, mniej symfonii… ale ja wiem, że to już taka konwencja muzyczna.

Jak na debiutancką epkę kapeli istniejącej trochę ponad rok – jest dobrze. Za jakiś czas, jeśli nic się po drodze nie spieprzy, zespół będzie spokojnie stawał w pierwszym szeregu kapel grających na polskiej arenie w podobnym stylu. Mają ku temu predyspozycje.

Ocena: 3,75/6

Tracklist:

1. Prologue
2. Stream of Obscure Consciousness
3. And I’ve Awaken
4. Pluralis Majestatis
5. Lost Lonely Soul
6. Into the Unknown
7. Epilogue
Autor

11281 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *