Slutvomit „Copulation of Cloven Hooves”

Wydawca: Invictus Productions

Po sześciu latach milczenia powraca amerykański Slutvomit. Na celu ma – tak mi się przynajmniej wydaje – zbeszczeszczenie wszystkiego co nosi znamiona świętości. Czy im się to udaje?

Ano udaje. Takie jest przynajmniej moje zdanie. Debiutancki krążek zespołu, „Swarming Darkness”, był solidną black/thrash metalową płytą. Nie zmienił mojego życia czy optyki patrzenia na ten gatunek, ale spędziłem z nim kilka miłych chwil. To samo odczucie mam w przypadku nowego krążka zatytułowanego „Copulation of Cloven Hooves”. Czterdziestopięciominutowa płyta składa się z dziewięciu utworów, a te z kolei – z black/thrash metalowej mazi, która zalewa słuchacza. Slutvomit nie bawi się w półśrodki, ale stawia głównie na stuprocentowy wpierdol. Czerpiący z klasyki metalowego gatunku w takim stopniu, że wymienianie wszystkich inspiracji zajęłoby połowę niniejszej recenzji. Inna sprawa, że chwilami mam wrażenie, jakby Slutvomit miało chrapkę na własny ogon. Nie mówię, że go zjada, ale jakby są tu fragmenty, w których lekko dryfują w stronę mielizny. No cóż, również i w ekstremie można się pogubić. Z Slutvomit mam ten problem, że to jest dobra muzyka ale sam album wydaje się trochę za długi i kilka momentów jest tu typowymi zapychaczmi. A szkoda. Można było skrócić „Copulation of Cloven Hooves” o dziesięć minut i byłaby petarda. No niby i teraz dalej jest, ale pole rażenia jakby było mniejsze. Stąd też jestem lekko rozczarowany, bo liczyłem w przypadku Slutvomit na jakiś progres. A panowie nie ruszyli się z miejsca od czasu debiutu. Trochę szkoda.

Ale i tak źle nie jest. Druga płyta Slutvomit trafia do mnie, po prostu nie wypierdala mnie z butów tak jakbym sobie tego życzył. 

Ocena: 7/10

1. Command for Triumph/Genocide Lust
2. Endless Graves
3. Scythe of Mass Damnation
4. Copulation of Cloven Hooves
5. Baphomet’s Call
6. Evil Commands You
7. Total Possession
8. Sepulchral Dawn
9. Acolyte of Death’s Destructio
Autor

11258 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *