Slartibartfass „Funkenfeuer”

Wydawca: Ketzer Records

Normalnie taka kapela trafiłaby się Efowi, bo jakoś tak się utarło, że lubi on różnego rodzaju folkowe kapele. A może mi się ubzdurało i on tego wcale nie lubi, a ja go zasypuje różnymi góralskimi grajkami?

No nieważne, nie protestował jak dotąd, stąd moje przypuszczenie, że lubi takie łupu cupu, hehe. Ale jakoś tak nie mogłem się wziąć sobie i podesłać mu tego albumu, zrobiłem więc go sam. Może będzie i lekko nie na temat, bom ciut laik w temacie kapel z piszczałkami w instrumentarium. A Slartibartfass ma na przykład taki instrument. Do tego są z Baden-Württemberg, no i co oczywiste śpiewają po niemiecku, określając to co robią mianem pagan/folk/viking metalu. Na „Funkenfeuer” dostajemy więc osiem kawałków, które ogólnie mają pagan metalowy trzon, całkiem melodyjny i zapadający w pamięć. Ale żeby nie było za prosto, to właśnie część z tych numerów upstrzona jest różnego rodzaju kobzami, fletami oraz niemałą porcją klawiszy. Raz jest żwawo i skocznie jak na weselu w skansenie („Der letze Winter”), kiedy indziej melancholijnie, jak u Reymonta. W innym numerze z kolei Slartibartfass bawi się w monumentalno – patetyczne podchody. Zdarzają się nam też szybkie nawałnice, jak w „Schwabenkinden”. A na przykład taki początek „Die Maer von dee Schoenem Lau” kojarzy mi się z… pogańskim reggae, hehe. Rozbicie jak widać mamy niemniejsze niż po panowaniu Krzywoustego i podobnie jak w tym okresie nie może to za bardzo do ładu dojść i wziąć górę nad pozostałymi częściami. Co w mojej ocenie negatywnie wpływa na całość propozycji kapeli z Niemiec. Może jakiemuś zakochanemu w takich dźwiękach poganinowi się ta płyta spodoba i wstawi pod spodem komentarz typu „Co Ty Oracle chuju jeden pierdolisz, przecież Slartibartfass nagrało zajebisty krążek!”. Może i nawet nagrało, ale nie dla mnie on.

Dobra, więcej razy nie popełnię tego błędu i nie będę się pchał tam gdzie mnie nie chcą. Jak tylko zobaczę, że ktoś ma brodę dłuższą niż dziesięć centymetrów, a do tego w łapie trzyma instrument, którego nawet nie będę umiał nazwać oddam Efowi. Czy tego chce czy nie. Nawet jeśli ich zjebie, to w dobrym stylu, nie to co ja.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Schleier der Vergangenheit
2. Ein Ruf aus fernen Zeiten
3. Der letzte Winter
4. Funkenfeuer
5. Die Mär von der schönen Lau
6. Schwabenkinder
7. Einst träumte ich…
8. …von ungefühlten Nächten
9. Stimme des Windes
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *