Wydawca: Ván Records

Grzech zaniechania to ponoć bardzo sroga przewina i o ile etyka chrześcijańska to nie jest mój konik, o tyle wspomniany grzech uważam za coś wołającego pomsty piekielnej. Bo owocem ów grzechu jest fakt, że Slægt poznałem dopiero teraz.

Ci zaś, którzy tkwią do teraz w tym grzechu! Niechaj uszy Wasze posłuchają, co ci Duńczycy mają do zaoferowania, bo osobiście mnie rozłożyło to na łopatki. W ogóle, to jeśli prawdziwe z Was Metale, to na słowo „Dania” powinniście mieć jedno tylko skojarzenie. I wyobraźcie sobie, że owszem na „Domus Mysterium” wpływy Mercyful Fate i King Diamond są dość bardzo wyraźne. U nich po prostu czuć ducha duetu Shermann – Denner, przeszywa powietrze niemal z każdą nutą. Ale nie tylko, bo Slægt cholernie dobrze kombinują, dodając trochę innych rzeczy – na przykład sporo Australii a’la Shackless, tu i tam odjazdy w stylu Stargazer, a kiedy indziej – lżej, ale wciąż surowo, jak stare dobre Thin Lizzy (albo w stylu The Devil’s Blood). A taki „The Tower” w jakiś niewytłumaczalny sposób kojarzy mi się z Destroyer 666, który nagle wolałby grać trochę bardziej heavy metalowo. Tak naprawdę to w każdym numerze możecie znaleźć takie smaczki, każdy kawałek ma taką siłę sprawczą, że gdzieś Wam w mózgownicy przeskoczy zapadka i pomyślicie „kurna, gdzieś to słyszałem…” i dam sobie rękę uciąć, że będziecie wałkować i wałkować, dopóki nie wpadniecie na to, skąd kojarzycie dany fragment. Ja bardzo lubię takie zabawy, bo to pokazuje tylko, że dany zespół nawet jeśli się wzoruje to potrafi to robić bardzo inteligentnie (a może to tylko ja mam tak wybujałą wyobraźnię, że motyw w drugiej minucie kawałka tytułowego kojarzy mi się z Mgłą?). Ten album jest błyskotliwy, nie powiem, że jest genialny bo zbyt często szafuje się tym zwrotem (jak i „kultowy”), ale jest po prostu doskonały. Można go słuchać bez ustanku, raz za razem i gwarantuję Wam, że nie ma szans się znudzić.

Zdecydowanie muszę nadrobić znajomość ich dyskografii, co Wam również zalecam – nie chcecie chyba tkwić w grzechu, co? Jeden z lepszych albumów 2017 roku, przynajmniej jak na razie.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Succumb  
2. I Smell Blood  
3. Egovore  
4. In the Eye of the Devil  
5. The Tower  
6. Burning Feathers  
7. Remember It’s a Nightmare  
8. Domus Mysterium