Wydawca: Season Of Mist

Długo myślałem, jak zacząć tę recenzję. Nie wymyśliłem nic. Może więc tak: co może wyjść z połączenia osobowości Maniaca i Kvarfortha? Na pewno nic zdrowego…

Już przy recenzji poprzedniej epki Skitliv zastanawiałem się, czy aby nie jest jakiś makabryczny żart tych dwóch jegomościów. Jak widać, chyba nie, bo oto i mamy dostałem do recenzji debiutancki (choć słowo to dziwnie brzmi w przypadku takich person) album Gównianego Życia – „Skandinavisk Misantropi”. I co tu dużo mówić – dobrze mi z tym. Muzyka Skitliv w zasadzie niewiele się zmieniła od czasu „Amfetamin”, zwłaszcza, że większość utworów tam zamieszczonych znalazła się ponownie na dużej płycie formacji. Nadal jest to ultra poczwarny doom/black metal z ambientowymi wstawkami. Muzyka stworzona przez Skitliv wciąga jednakże, jak za przeproszeniem dół wypełniony gównem (przy takiej nazwie kwieciste porównania same się narzucają). Tak jakby najbardziej mozolne riffy Sabbsów czy Cathedral wyposażyć w brzmienie a’la Autopsy, blackowe wokale i brudną strzykawkę z kompotem. Chwilami słychać tu jednak macierzyste formacje prowodyrów całego zamieszania. Pierwsza część utworu tytułowego to jako żywo inkarnacja Shining – akustyczna gitara, deklamacja wyrzygująca, jak to ciulowo jest na tym łez padole, dopiero potem rozkręca się i wchodzi w szybsze rejestry. Z Mayhem poobcować możemy za sprawą fragmentów „Densetsu”. Zaznaczam, że chodzi mi jedynie o rozwinięcie, bo początek tego utworu jest tak kurewsko posępny, że boję się o psychikę co mniej odpornych jednostek. Gros patentów niemniej jednak bardzo różni się od tych rzeczonych przed chwilą kapel, w końcu to krążek Skitliv. I im dłużej go słucham, ty głębiej zanurzam się w tych ekstrmenetach. Ta płyta jest brzydka, niesympatyczna, odpychająca, a mimo to frapująca i wciągająca. Z pozoru jest ona monotonna, bo powtarzane w kółko riffy mogą się wydawać co poniektórym nudne, ale to tylko złudzenie, przynajmniej jak na moje ucho. A że ponoć mam wykolejone pojęcie o tym, co jest dobrą muzyką, a co niekoniecznie, to już inna sprawa…

Skitliv najchętniej puściłbym osobom o pseudo – samobójczych ciągotkach. Może w końcu przestaną pierdolić i zabiorą się do roboty. Ku zadowoleniu Kvarfortha, Maniaca i zakładów pogrzebowych. A z rozciętych żył wypłynie gówno…

Ocena: 8,75/10

Tracklist:

1. Luciferon (intro)
2. Slow Pain Coming
3. Hollow Devotion
4. Skandinavisk Misantropi
5. Towards the Shores of Loss (Vulture Face Kain)
6. A Valley Below
7. Densetsu
8. ScumDrug