Sinmara „Hvísl Stjarnanna”

Wydawca: Ván Records

A teraz będę Wam truł, że Islandia cieszy się niezwykłą estymą wśród black metalowej braci, choć czasem trochę na wyrost, to generalnie zasłużenie. Sinmara jest z kolei to kapela, na wydawnictwa której czeka dość sporo osób. Czy ja czekałem? Nieszczególnie.

Ale skoro już „Hvísl Stjarnanna” się ukazała, a do tego trafiła do mnie promówka, to nie widzę przeszkód, by skreślić Wam o niej słów kilka. „Aphotic Womb” jest krążkiem niezłym, a drugi album niezbyt od niego odbiega poziomem. Tutaj również nie spodziewajcie się dzikiego napierdalania, gdyż Sinmara stawia przede wszystkim na atmosferę swoich nagrań. Nie powiem, żeby im się to nie udawało. Powiem natomiast, że są momenty gdy bieg okazuje się jałowy, bo muzyka sobie leci nie wywołując żadnych większych uczuć, emocji, no niczego nie wywołuje. Lub o zgrozo pojawia mi się w głowie lampka „czy oni tak naprawdę mnie nie nudzą?”, która sobie gdzieś tam nieśmiało migocze z tyłu mojej głowy. Nie, aż tak źle nie jest, mimo to nie mogę powiedzieć, by Sinmara tym krążkiem jakoś zdeklasowała konkurencję. Nie. Ta płyta ma naprawdę dobre momenty, ale ma też niestety trochę mielizn. I o ile przy pierwszych kilku odsłuchach byłem naprawdę kontent słuchając twórczości Islandczyków, o tyle im dalej w las, tym jakoś tak entuzjazm zaczął opadać. Wcześniejsze podniecenie zaczęło się chwilami zamieniać w obojętność, a płyta zlewać  w całość, w której trudno mi odróżnić konkretne momenty od siebie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że Sinmara dała ciała totalnie, ale jakoś miałem chyba zbyt duże wymagania co do „Hvísl Stjarnanna”.

Dla mnie jest to po prostu solidna płyta, ale nie wiem czy będę do niej wracał często. Raz na jakiś czas na pewno, by przekonać się co do moich odczuć względem niej. Póki co są co najwyżej letnie. A szkoda.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Apparitions
2. Mephitic Haze
3. The Arteries of Withered Earth
4. Crimson Stars
5. Úr kaleik martraða
6. Hvísl stjarnanna
Autor

10873 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *