Kontakt: Sewko

16 zespołów. Każdy po jednym utworze. Rozstrzał gatunkowy spory. Tak w ogóle prezentuje się SBC vol. 5. A jak w szczególe?

Ze składankami jest tak, że najlepsze są te, które robimy sobie sami. Umieszczamy tam hity, evergreeny i utwory podobające nam się w momencie jej tworzenia. Wszelkiego rodzaju składaki dołączane do gazet (chociażby po to, żeby „usprawiedliwić” podniesienie jej ceny) i inne zapchaj dziury „zamów 5 płyt – 6 (pełną przebojów) dostaniesz gratis!” zwykle kończą na trzy sposoby. Giną. Kurzą się. W najlepszym wypadku robią za ozdobę przy lusterku w Tico. Zwłaszcza gdy są pakowane w taki sposób jak SBC.

Ponarzekałem to teraz przejdźmy do zawartości muzycznej. 16 utworów mających prezentować dumną, śląską metalową ziemię. No nie wiem czy jest ona zadowolona z tego co wydała( a tu się zaprezentowało). Szczerze powiedziawszy to trudno – wbrew temu, że prawie wszystko dostaje u mnie 6/10 – nagrać materiał (a w tym wypadku zebrać kilkanaście utworów), który nie wywoła we mnie odrobiny zainteresowania przez prawie całość jego trwania. Tutaj tak naprawdę ożywiłem się dopiero przy utworze 10. Młode chłopaki z Gallower wycinający sobie czarny thrash. Może jeszcze nieporadnie, ale przynajmniej czuć w tym autentyczne zaangażowanie i radochę. I w zasadzie to tyle zaciekawienia. Niespecjalnie rusza mnie death zaprezentowany przez Slaves of Evil i Corpus. Mamy tutaj też – ponoć supergrupę – Ironbound. Cóż. Jeśli miałbym sobie ochotę posłuchać Iron Maiden, to bym sobie posłuchał Iron Maiden.

Mamy również wampirella metal, czy jak kto woli „gotyk” w postaci Slaves of Evil i As Night Fall. A to wcale nie są najsłabsze punktu tej składanki. Pod numerem szóstym kryje się Sliver. Gdyby miał opisać jednym słowem to co prezentują, to byłoby to „niemożebnegówno”.

Eskalacja, która gra thrash spod znaku melodii, dowodzi, że śpiewanie w języku ojczystym odkrywa często to, że odpowiedzialny za liryki nie ma nic do powiedzenia. Mamy tutaj jeszcze Planet Hell. Nie moja bajka, ale Oracle swojego czasu chwalił. I to w zasadzie tyle. Jest tutaj niestety trochę nowomodnego gówna, przebijającego się w niektórych utworach.

W moim przypadku swojej funkcji, a więc zareklamowania co tam ziemia śląska ma najlepszego do zaoferowania, SBC nie spełnił. Zanudził mnie ten składak, a nie zainteresował. Po drugie – to wcale nie mamy tutaj tego, co Śląsk muzycznie ma najlepszego do pokazania.

Tracklist:

01. Corpus „Czerwona łza”
02. Ironbound „House Of Dreams”
03. Stelarius „Lust In Their Eyes”
04. Slaves Of Evil „I’m The Witch”
05. HexHorn „Chemical War”
06. Sliver „Tuff”
07. Eskalacja „Matrix”
08. Underule „Obedient”
09. Eternal Baron „Etherfall”
10. Gallower „Holy Light”
11. Planet Hell „Return From The Stars”
12. RiseuP „Last”
13. As Night Falls „Haven”
14. Consumer „White Venom”
15. Zone „Twenty Fifteen”
16. Czort „Wszystko to pył”