Silence „The Last Warrior”

Silence The Last WarriorWydawca: Thrashing Madness Productions

Historia tej kapeli jest dość krótka i prosta – po rozpadzie Merciless Death jeden z muzyków ani myślał kończyć z muzyką, zwerbował więc kilku kumpli i założyli zespół. Nazwali się Silence. Pograli rok z okładem, nagrali demo i odeszli w niepamięć.

Ale nie wszystkich. Pamiętał o nich Lechu – wyciągnął demo zatytułowane „The Last Warrior” na światło dzienne po ćwierć wieku od rejestracji i wtłoczył w srebrne rowki. Jak to zwykle u niego sprawy się mają – dorzucił kilka fotek, bio i teksty – więcej mi nie potrzeba, bo wyszło to fajnie. A sama muzyka? Silence grało thrash metal – nie odstawali od większości ówczesnych kapel, grali brutalnie i surowo. Czuć, że wyraźnie ciągnęło ich w stronę death metalu i nie wiadomo, jak wyglądałaby ich muzyka, gdyby przetrwali próbę czasu. Nie ma co zachodzić w głowę – pięć numerów z „The Last Warrior” jednak pokazuje, że mogło być całkiem w porządku, gdyby tylko historia nie potoczyła się „po polsku”.

The Last Warrior” to jednak porządne granie i o ile nie wiem, na ile zainteresuje młodszą część słuchaczy, to pewnie część starszych pierników powinno ją zakupić choćby z sentymentu.

Tracklist:

1. Intro/Dom wariatów
2. Last Warrior
3. Dzwon bije dla mnie
4. Noc śmierci/Outro
5. Bonus reh. instrumental
Autor

12146 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *