Kontakt: Sickroom

Znacie? Też pierwszy raz usłyszałem, gdy dostaliśmy wiadomość z pytaniem o recenzję. Czy jestem zadowolony, że dane mi było poznać ten materiał? Zaraz się dowiecie.

Poleżała sobie ta płyta trochę, ale jakoś niespecjalnie mi było spieszno do zapoznania się z nią. Zwłaszcza jak przeczytałem, że „Zespół nie określa sie w żadnym gatunku ,czy podgatunku metalu , swoje granie definiuje jednym słowem: metal”. Zwykle w takim wypadku trafiają mi się dwie opcje. Albo zespół zżyna ze wszystkiego co się da, łącząc różne gatunki. Próbuje w ten sposób tworzyć „własny styl”. Wychodzi z tego jednak niemożebne gówno. Druga możliwość to kopiowanie jednego konkretnego gatunku i dla niepoznaki zakrywanie jego nazwy. Tu zwykle wieje nudą. I 4 ligą. Jak to jest w przypadku Sickroom? Bliżej im do drugiej grupy. Panowie grają tzw. modern death, ale pozbawiony na szczęście większości wad tego gatunku. Poza jedną. Największą. Istnieniem. Natomiast 3 utwory, które Sickroom prezentuje,  nawet bujają. Jeśli ktoś oczywiście lubi takie granie. Mnie ono nie kręci. Sickroom dodał nieco ciemniejszych barw do tego swojego grania. Nie tylko przez wykorzystanie wierszy Micińskiego. Sell point jak chuj, bo metalowe serduszka ukochały sobie tego poetę. Dla mnie nuda i pójście na łatwiznę. Zdecydowanym plusem z mojego punktu widzenia jest czas trwania całości. To tylko 12:38. I tyle takiego grania jestem w stanie wytrzymać. Zespół pewnie jakiś tam fanów ma. Koncerty sobie gra. Moja osoba w tym gronie potrzebna nie jest. Nie przewiduję szczerze powiedziawszy jakieś zawrotnej kariery. Nie ma tutaj nic co by mogło wyróżnić ten zespół. Co pozwoli się Sickroom wybić. Z drugiej strony może Panowie nie mają na to parcia.

Jeśli tak, to niech sobie grają. Może w taki sposób zabijają nudę. Posłuchałem, opisałem, wyłączam i zapominam.

Ocena: 5/10

Tracklist: 

01. Samobójca
02. Melancholia
03. W mroku gwiazd