Shemhamforash „Luciferi Omnis Ysighda with Dolor Ante Lucem Dark Opera” & „Spintriam Satyriazis (Phallus Prestige)”

Wydawca: Hellthrasher Productions

Dziś trochę niekonwencjonalenie, bo postanowiłem machnąć jedną recenzję, ale dwóch płyt. I wcale nie idę na łatwiznę, choć zapierdol ogromny tu u nas. Jak tak dalej pójdzie, to najpierw będziemy pisać recenzje, potem odsluchiwać płyty, hehe!

Okej, żarty na bok, bo oto i nadeszły reedycje materiałów Wrocławian z Shemhamforash. Pamiętacie ich? No to Wam przypomnę najpierw, że w tym zespole partycypowali późniejsi grajkowie z takich aktów jak Lost Soul czy Anima Damnata. Sprawy organizacyjne mamy więc za sobą. Pierwsza płyta zawiera pierwsze demo Luciferi Omnis Ysighda with Dolor Ante Lucem Dark Opera” a na nim dwanaście numerów black metalu, w którym niepoślednią rolę odgrywały syntezatorowe partie. Krzywcie się, krzywcie, ale starsi koledzy dość ostro napierdalali baniakami w połowie lat dziewięćdziesiątych do takiej muzyki, hehe. Shemhamforash naprawdę czuł to granie i znakomicie umiał połączyć napady dzikiego black metalowego szału z partiami parapetu, które w zależności od potrzeby raz są bardziej podniosłe, raz bardziej ponure. Rozkład blackowej rzezi i partii parapetu to mniej więcej pół na pół. Skojarzenia z wczesnym Limbonic Art nie będą moim zdaniem nietrafione jeśli rozmawiamy o materiale z „Luciferi Omnis Ysighda with Dolor Ante Lucem Dark Opera”. No i oczywiście nie można przejść obojętnie koło gry Adama Sierżęgi, która już wówczas stała na zajebiście wysokim poziomie. Ogólnie, czuć na tej demówce ducha dziewiątej dekady zeszłego stulecia, który hulał na black metalowym podwórku Polski.

Poza „Luciferi Omnis Ysighda with Dolor Ante Lucem Dark Opera” Hellthrasher Productions wznowiło również i drugie demo zespołu – „Spintriam Satyriazis (Phallus Prestige)”. Jeśli przyzwyczailiście się do black metalu przeplatanego klawiszami z debiutanckiej demówki, to lepiej trzymajcie się fotela, bo tutaj Shemhamforash poszli o wiele dalej w kierunku ekstremalnego black metalu, wyzbywając się w zasadzie klawiszowych elementów, które egzystowałyby tu na zasadzie autonomicznego bytu. Już „Hymn To Lucifer” uderza z taką mocą i nienawiścią, że niełatwo jest tu znaleźć wiele punktów wspólnych z poprzednią demówką. Mordercze gitary rozpoławiają waszą głowę, szaleńcy, wkurwiony wokal Manequina pluje pogardą i opętaniem. „Spintriam Satyriazis (Phallus Prestige)” przelatuje w tempie huraganu, jest tak kurewsko intensywne, że pozostają po nim jeno zgliszcza. Shemhamforash poczyniło nim zdecydowany krok na przód w stosunku do poprzednika. Ale na tym krążku dostajemy jeszcze dwa dotychczas niewydane materiały. „Metamorphemous – Demo 2005” w zasadzie jest kontynuacją poprzedniego wydawnictwa, jedynie ubolewam, że nie brzmi to tak dziko i wyraźnie, jak w przypadku „Prestiżowego Fallusa”. Na wokale wskoczył Necrosodom, więc ponownie można spodziewać się zmasowanego ataku na wszelkich frontach. Najmocniejszy akcent na tym wydawnictwie to „Hymn To Lucifer III”, ale w zasadzie cała twóczość Shemhamforash od „Spintriam Satyriazis (Phallus Prestige)” wzwyż sprawia wrażenie bardzo skondensowanej i intensywnej w przekazie. Może na tym materiale akurat „The Lord Of Horizon” zawiera w sobie odrobinę więcej melodii niż pozostałe, ale wciąż całość jest bardzo homogeniczna. To samo tyczy się „Demo 2007”, choć tutaj brzmienie znów lekko różni się od poprzednika, moim zdaniem na plus – jest bardziej chropowate, brudniejsze. Sama muzyka natomiast lekko zwolniła, jest masywniej i rytmiczniej, zwłaszcza gdy mowa o zamykającym całość „Snake’s Transmission”, który nosi w sobie ślady death metalowej pożogi. I na koniec jeszcze słów kilka o opakowaniu całości – nad layoutem i okładką „Spintriam Satyriazis (Phallus Prestige)” czuwał Perversor, więc tradycyjnie jest na czym oko zawiesić, zwłaszcza, jeśli lubicie nabrzmiałe członki, hehe. Całość zaopatrzona jest ponadto w notatki od zespołu, archiwalne zdjęcia i wszystko to, co jest konieczne przy tego typu reedycjach.

Okej, czas na podsumowanie całości. Po prostu trzeba kurwa kupić! Oceny nie wystawiam, ale weźcie sobie moją najwyższą rekomendacje obu tych wydawnictw do serca. Shemhamforash było grupą tyle dobrą, co wydaje się niedocenioną. Ale znać warto!



Autor

12271 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

2 komentarze

  • Co do materialu na Luciferi Omnis Ysighda to jest to hit muzyczny tj roznica miedzy behemothem do I po thelemie . Oceniajac w kontekscie calej reszty plyt nalezy miec na wzgledzie . Ludzie slyszac nowa po latach plyte Sacrilegium twierdza ze zespol zszedl w niebyt a ja dodam ze chyba nie nagrywajac hitu za to wycie z domieszką metalu w nowej twórczości thy worshiper nazywają dobra zmiana chyba wśród hindusow . Ten cały pagan to tam kroluje teraz miedzy nimi w towarzystwie chłamu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *