Satyricon “The Age of Nero”

Wydawca: Roadrunner Records

W biblii jest taka bajka o kolesiu imieniem Samson (jak ta kapela co w niej terminował Dickinson przed Ejronami), którego omotała laska imieniem Dalila i ściął dla niej włosy, będące źródłem jego siły. Patrząc na zdjęcia Satyra i słuchając najnowszego albumu Satyricon, widzę pewne analogie.

„Now, Diabolical” zawładnęło moim czarnym serduszkiem, smolistą duszyczką i wypaczonym umysłem na bardzo długo. Jej prostota i wyjebany feeling spowodowały, iż uważam ją za najlepsze dokonanie duetu Satyr/Frost i dotychczas powątpiewałem, czy następna propozycja Norwegów będzie władna ją zdeklasować. Ale nie podejrzewałem, że Satyricon nagra album będący li tylko cieniem poprzedniczki. „The Age Of Nero” rozpoczyna się od uderzenia biczem, ale w odniesieniu do całości, bardziej na miejscu była by packa na muchy. Bo w mojej opinii jest to płyta co najwyżej średnia. Jasne, mogę teraz wstawić truizm, że niejedna kapela chciała taki album nagrać. I co z tego? Niejedna pięćdziesięciolatka chciałaby wyglądać jak Michelle Pfeiffer, co nie zmienia faktu, że rzeczona i tak najlepiej wyglądała dwadzieścia lat temu. Do czego zmierzam? Że w odniesieniu do „Now, Diabolical” „The Age Of Nero” jest wtórny. Jasne, otwierający płytę „Commando” to świetny, gwałtowny kawałek z chwytliwym refrenem. „Black Crow On The Tombstone” to doskonały utwór, oparty na ciekawym riffie i niewątpliwie stanie się koncertowym killerem. I to są raczej jedyne utwory, które podobają mi się od początku do końca. Ale nawet one bledną w zderzeniu z takim „K.I.N.G.” czy tytułowym kawałku z przedostatniej płyty. Pozostałe numery w większości są natomiast nudne. Niestety. Niektóre och fragmenty potrafią zaciekawić, by po chwili zacząć nużyć. Na przyład „The Sign of the Trydent” – chwila niezłej muzyki, a potem ciągnące się riffowanie, przedłużane chyba na siłę, by krążek trwał dłużej. Cholera, z Satyricon uszła siła, z butnych rebeliantów Rogatego zmienili się jakby w zblazowanych muzyków, znudzonych tym biznesem. Ok., może to niesprawiedliwe, co właśnie napisałem, ale słuchając płyty, złożonej w większości z utworów pokroju „Last Man Standing” czy „Den Siste” po prostu się nudzę.

Przez ponad dwa miesiące wałkowania „The Age Of Nero” próbowałem znaleźć jak najwięcej jasnych punktów tego krążka. Wiele ich nie wyłapałem, niestety. Powiem tak: Neron puścił z dymem niemal cały Rzym, zaś Satyricon udało się tym krążkiem rozpalić ledwie ognisko na harcerskim obozie. Zawiodłem się.

Ocena: 3/6

Tracklist:

1. Commando
2. The Wolfpack
3. Black Crow on a Tombstone
4. Die by My Hand
5. My Skin Is Cold
6. The Sign of the Trident
7. Last Man Standing
8. Den Siste
Autor

12463 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *