Sathanas „La Hora de Lucifer”

Wydawca: Pagan Records

Sathanas to uparte skurwysyny. Prawie od ćwierć wieku tłuką swój black/death metal i co z tego mają? Poza oddaniem kilka maniaków, zapewne niewiele.

Jakiś czas temu ukazał się bowiem ósmy krążek tria z USA, a na nim tradycyjnie już kilkadziesiąt minut kosmatego metalu, w którym rytm wybija się kopytami, a headbanging wykonuje się równocześnie rogatą głową, jak i biczopodobnym ogonem. „La Hora De Lucifer” poza mieszanką death i black metalu zawiera też sporą dawkę wpływów thrash metalowych, tym samym równie dobrze o Sathanas można powiedzieć, iż grają oni po prostu metal i postawić w jednym rzędzie z takimi kapelami jak Witchmaster, Grave Desecrator czy Throneum. To nic, że każda brzmi inaczej, ale łączy je wszystkie szczere oddanie dla metalowej sztuki. Sathanas, podobnie jak tamtych zespołów słucha się z przyjemnością, ta muzyka niesie ze sobą siarkę i ciemność, do tego po prostu wpada w ucho. Kawałki zaprezentowane przez Amerykanów nie różnią się zbytnio od siebie – wszystkie są agresywne, raczej szybsze, do tego niosą ze sobą pewną dozę majestatyczności. Chwilami to podobieństwo utworów z „La Hora De Lucifer” jest myląca, bo kilka razy się złapałem na tym, że nie wiem, w którym momencie płyty aktualnie jestem. No tak im to niestety wyszło, że chwilami, pomimo całej mocy i wkurwienia, jakimi emanuje ta muzyka, wypada to trochę zbyt monotonnie. Jak widać, nie można mieć wszystkiego. Mimo to porządne to granie i na pewno spodoba się maniakom podziemnego metalowego łomotu.

Tak więc, żeby nie wyszło zbyt surowo (bo nie taka jest moja intencja) – zamiast wydawać kasę na pierdoły, możecie zaopatrzyć się w nową pozycję Sathanas. Problemu z dostępem nie ma, bo „La Hora De Lucifer” wyszła pod polskimi skrzydłami.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Angels Forsaken
2. La Hora de Lucifer
3. Forged In Eternal Fire
4. Engraved In The Book Of Death
5. Battle Of Bewitchment
6. Darkconjurings
7. Hammer Of Demons
8. Nocturnal Reign
9. Blackest Hate

 

Autor

11752 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

  • Mnie tam chłoszcze ta płyta aż miło…przydała by się ich sztuka w PL, najlepiej jak kiedyś w Poznaniu z NunSlaughter. Ależ kurwa biba była…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *