Wydawca: Moribund Record

Czy można chwalić szatana w sposób wesoły i przebojowy? Otóż okazuje się, że można, co udowadnia nam Satan’s Host, który wypływa na fali umiłowania do tego, co stare i sprzed lat.

Nie jest to jedyna kapela, która gdzieś tam w bliższej lub dalszej przeszłości postanowiła głosić cześć rogatego za pośrednictwem heavy/ hard rockowych melodyjek i serwująca nam przebojowy zestaw (nie zawaham się tu użyć tego słowa) piosenek. I teraz, czy to się komuś podoba czy nie, jest wyłącznie kwestią gustu. Bo jeśli ktoś jest zdania, że diabeł tkwi jedynie w death i black metalu to nie ma nawet sensu, żeby sięgał po „By the Hands of the Devil” ponieważ się zawiedzie, natomiast jeśli ktoś ma ochotę na trochę świeżego powiewu starych wiatrów spod znaku diamentowego króla i jemu zbliżonych oraz podoba mu się bardzo ostatnio popularny szwedzki Ghost, to myślę że powinien się z tą płytą jak najszybciej zapoznać – raczej się nie rozczaruje. Mi takie granie odpowiada i cieszy mnie fakt, że są kapele, które tak właśnie tworzą. Dodatkowo nieprzeciętne umiejętności muzyków sprawiają, że podczas słuchania gęba się cieszyć nie przestaje. Z takim graniem jest jednak pewien problem, że dość szybko się nudzi i można z czasem dojść do wniosku, że jednak to nie to, nie tak powinno się wielbić rogatego… No ja już słucham tej płyty dość spory kawał czasu i jakoś na szczęście nie doszedłem jeszcze do takiego wniosku.

Zalecam jednak ostrożność, bo kasę na płytę trzeba wydać a potem na necie pojawiają się takie żenujące obrazki jak zdjęcie kolesia odlewającego się na winyl wyżej wymienionego Ghost.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. By The Hands Of The Devil
2. Shades Of The Unlight
3. Demontia
4. Before The Flame
5. Bleeding Hearts Of The Damned
6. Black Hilted Knife
7. Revival
8. Fallen Angel
9. Inferior Worlds
10. Norweigen Wood (Bonus Track)