Wydawca: Black Death Production

Sarg to projekt, który przewija się co  jakiś przez Kejosa. Pojawia jednak raczej w newsach (dość regularnie wydaje materiały). Do tej pory  pamiętam  jedną recenzję. Teraz czas na drugą.

Przed Wami 3145 odcinek słuchowiska „Matysiakowie”. Czyli kolejny projekt hołdujący drugiej fali black metalu. Ta ostatnia wyrzuca na polską ziemię przeróżne rzeczy. Kamyczki, muszelki, opony od jelcza, stare baby, chujowe kalki skandynawskiego blacku i całkiem znośne projekty na których można zawiesić ucho. Sarg należy do tej ostatniej grupy. Zdradziłem więc zakończenie tej opowieści. Ostatnie co miałem okazję recenzować, to trzeci duży materiał z 2013 roku. Wtedy mocno powątpiewałem w otoczkę anti-human anti-life. Nie było we mnie wiary, że tak powiem. Po lekturze „Totentanz” się ona pojawiła. Bo materiał ten jest pod tym kątem lepszy, niż wspomniany przeze mnie krążek. Od „Totentanz” bije wręcz nienawiść do – wybaczcie komunał – do wszystkiego co ludzkie. Sporo w tej muzyce skandynawskiego chłodu. Nie brakuje też momentów, hmm, nazwijmy je chwytliwymi. To akurat powoduje, że tych 40 minut słucha się bez ziewania. A to przy utworach o dość prostej budowie – plus. Cóż mogę powiedzieć. Sarg się rozwija. To co prezentuje tutaj jest dojrzalsze, bardziej przemyślanie niż na trzecim albumie. A już wtedy uważałem, że to projekt godny zapamiętania. Co prawda nie wróżę temu materiałowi jakieś oszałamiającej kariery i blasku fleszy. Dość powiedzieć, że utwór z tej płyty ma na jutubie 193 wyświetlenia. 3 miesiące od premiery. Sami więc rozumiecie. Dla maniaków podziemnego black metalu pozbawionego niepotrzebnych różowych dodatków – pozycja jak najbardziej do sprawdzenia. Reszta… a zresztą chuj.

Za materiał ten zapłacicie w okolicach 30 dych. I ustalmy, jeśli oczywiście takie granie lubicie, nie wyrzucicie kasy w błoto.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

 

01.Totentanz I

02.Totentanz II

03.Totentanz III

04.Totentanz IV

05.Totentanz V

06.Totentanz VI

07.Totentanz VII

08.Totentanz VIII

09.Totentanz IX