No no, powoli z Krakowa robi się taka mała metalowa stolica Polski, bo coraz to ciekawsze dźwięki dobiegają z tego miasta. Tym razem z propozycją przesłuchania najnowszego promo wyszło czterech chłopów z kapeli o nazwie Saratan. A ja na tę propozycję ochoczo przystałem i wcale tego nie żałuję, bo muzyka kwartetu pasuje mi bardzo. Ale o tym niżej.

Kapela nie jest stara, nawet pięciu lat jeszcze nie ma, bo założono ją w 2003 roku. Ale wcale tego nie słychać – to znaczy nie żeby panowie nam tu pitolili jak Budka Suflera czy inne dinozaury, chodzi mi raczej o to, że mimo całej agresji i młodzieńczego, dzikiego pieprznięcia, całość jest przemyślana jak u bandów z dłuższym stażem. Uwierzcie mi, „The Cult Of Vermin”, bo tak nazywać się będzie, zapowiadany przez opisywane właśnie promo, album, to jak pisze sam zespół – 38 minut Thrash Metalu. Oczywiście ja mam jedynie 16 minut, w końcu dostało mi się promo, ale wierzę kapeli, że pozostałe 22 minuty to raczej nie jest żaden hip hop, czy przeróbki piosenek z „Akademii Pana Kleksa”, tylko mocna, młócąca muzyka. Muzyka zagrana, dodajmy, na bardzo wysokim poziomie. Bo ja bym powiedział, moi drodzy, że materiał na promówce „The Cult Of Vermin” to kawałki z debiutanckiego albumu. Muzyka Saratan brzmi bardzo zdecydowanie, Krakowiacy wiedzą czego chcą, jakby rzeczywiście grali kupę lat ze sobą. Całość zalatuje mi amerykańskim stylem Thrash Metalu. Mamy tu pełną gamę temp, od wolnych (których notabene jest najmniej) do szybkich, a nawet bardzo szybkich i jeśli muszę rzucić jakąś nazwą to byłby to Testament z „The Gathering”, Exodus, Metallica z pułapu „…And Justice For All”. Niezłe riffy podparte są adekwatnym warsztatem, podobnież z wokalem – mocnym acz czytelnym, kojarzącym mi się trochę z Robem Flynn’em. Zresztą skojarzenia z Machine Head narzucają mi się również, głównie z powodu motoryki pewnych momentów na płytce, jak choćby drugi utwór – „Never Conform”. Na osobne słowa uznania zasługuje perkusista, który pokazuje nam tu naprawdę klasę, ale i reszta zespołu jest niezgorsza. Gratulacje! Całość muzyki, z jaką się zapoznałem, jest „quite melodious”, jak to mówią Amerykanie, ale bez cukierkowatości czy lukieryzmu – jest konkretne uderzenie, chwilami mamy i zwolnienia, ale ma to swoją niezaprzeczalną moc i, co najważniejsze, nie nudzi! Gwoli ścisłości jeszcze dodam, że płytę nagrano w olsztyńskim Studio X pod pieczą Szymona Czecha i Marcina Kiełbaszewskiego, dzięki czemu „The Cult Of Vermin” brzmi bardzo żywo, naturalnie i soczyście. Jak więc widać – same plusy!

Bardzo mnie cieszy popularność thrashu wśród metalowej braci, bo gatunek to zacny, a grany umiejętnie ma naprawdę wiele do zaoferowania. A Saratan pokazuje nam, że nie są oni li tylko wyrobnikami, ale że w ich muzie drzemią iście mistrzowskie zapędy. Mam nadzieję, że „The Cult Of Vermin” nie przejdzie bez echa na polskim podwórku, bo byłaby to strata dla zespołu jak i dla słuchaczy. No ale jak to będzie, to już czas pokaże…

Ocena: 5/6

Tracklist:

1. Path of Mistakes

2. Never Conform

3. Vermin

4. Serve the Death