Sandbreaker „Sandbreaker”

Wydawca: Defense Records / Mythrone Promotion

Co robi łódź podwodna na pustyni? Straszy wielbłądy. Nie, to nie mój kolejny głupi suchar, to moja najprawdziwsza rozkmina gdy patrzę na okładkę debiutanckiej EPki Sandbreaker.

Nie wiem co oni ćpią w tym Rybniku. Jeśli miałbym sugerować się graną przez Sandbreaker muzyką, postawiłbym na dużo zielonego, bo jakoś tak najbardziej kojarzy się z doom metalem, prawda? Tak, Sandbreaker gra doom metal, chwilami to w ogóle zakrawający niemal na funeral doom metal, bo faktycznie się to ślamazarzy. Piętnaście minut to w zasadzie wystarczająca porcja muzyki, by wyrobić sobie zdanie o tym zespole – a w każdym razie ja już więcej nie potrzebuję. Wiem, że polubię się z ich muzyką. Ciężkie, wolne riffy oraz głęboki growl – tak naprawdę sporo tu nawiązań do doom metalu z lat dziewięćdziesiątych, co osobiście mi pasuje – nie może być inaczej, bo trzon zespołu to Mirosław, który współtworzył między innymi Gallileous – a tych naprawdę bardzo lubiłem, dopóki nie zaczęli odpływać w inne rejony muzyczne, oddalając się od posępnego funeral doom metalu. W pewnym sensie Sandbreaker kontynuuje drogę jaką wybrał tamten zespół, a z której zboczyli już gdzieś na wysokości debiutu.

Więc fajnie, że na scenie pojawił się taki twór jak Sandbreaker. Czekam na kolejne wydawnictwa z ich logówką, gdyż debiutancka EPka pokazuje, że oto mamy o kolejny zespół, w którym można pokładać nadzieje, jeśli mowa o pogrzebowym doom metalu.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Season of the Plow
2. Wormsign
3. Eternal Heat
4. Spice Harvester
Autor

11999 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *