Wydawca: Apollon Records

No proszę, Sammath egzystuje sobie na metalowym padole już ponad dwadzieścia lat, a ja dopiero teraz się z nimi stykam. Choć podejrzewam, że nie ja jeden…

No i trochę dziwna sprawa z tymi Holendrami i ich trzecim krążkiem, bo oto i Apollon Records anonsuje ich jako „furious black metal”. Cóż, po części jest to prawda, bo niewątpliwie sporo jest tutaj fragmentów, które można by określić takim mianem. W kompozycjach Sammath słychać pewne podobieństwo do tego, co robią grupy pokroju Marduk, Dark Funeral czy Immortal – wiecie, skrzeczący wokal, huraganowe smaganie po dupsku zimnymi jak północny wiatr riffami oraz perkusyjna kanonada implikują takie skojarzenia. Ale do tego dochodzą też pewne death metalowe partie, chwilami jakby żywcem wydarte z płyt Morbid Angel czy… Death. Słychać, że kapela na próbach nie zbija bąków tylko pracuje nad warsztatem (choć w przypadku kapeli z takim stażem powiedziane jest to ciut na wyrost), bo gdzie niegdzie pojawi się solówka a’la nieodżałowany Chuck. To już wiecie, dlaczego się wzdrygałem przed używanie określenia furious black metal w odniesieniu do „Triumph In Hatred” i zamykaniem ich w takiej ciasnej skąd inąd szufladce. Szczęśliwie lata spędzone na scenie też robią swoje, bo różnorakich wpływów tutaj sporo, ale panowie (i jedna pani) umieją je ze sobą całkiem nieźle pogodzić. Płyta może i nie zabija, nie wyrywa z kapci za każdym razem, ale i nie pozostawia niesmaku w uszach.

No po prostu dobrą płytę spłodził nam sekstet, choć po tak długim okresie na scenie niektórzy mogliby wymagać od nich czegoś więcej. Ot, mocny rzemieślniczy produkt.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Blood
2. Burn in the Fires of Hell
3. Interlude/Torment
4. Damnation
5. Blazing Storm of Steel
6. Triumph in Hatred
7. The Dead Lay Torn