Sammath Naur „Beyond the Limits”

 

Wydawca: System-Beyond

Młodym pacholęciem będąc, zastanawiałem się czy przyjdzie kiedyś tak czas, że metal po prostu przestanie mnie interesować, a zacznie nudzić. Oczywiście z perspektywy gówniarza tliła się taka myśl, ale przygniatana była przez poczucie „ja pierdolę nigdy!”. Aż do dzisiejszego dnia.

 

Nie, nie chodzi o całą czarcią muzykę (na szczęście), ale o to co zaprezentował na swoim najwnoszym krążku Sammath Naur. Przyznam się bez bicia, nazwa gdzieś mi tam zawsze orbitowała (chociaż nie wiem dlaczego umiejscowiałem zespół w Krakowie), ale nie miałem do tej pory przyjemności zapoznać się z muzyką. Nie wiem co wcześniej Sammath Naurł grał, ale to co prezentuje teraz kompletnie mnie nie rusza. Przykro mi Panowie, gracie muzykę, która do mojego starego umysłu w żaden sposób nie trafia. Ułagodzone z mojej perspektywy, pomieszanie black i death metalu z pewnym naciskiem na rozmycie obu gatunków, tak aby było to lekkostrawne dla młodych adeptów muzyki. Sammath Naur ma świetne umiejetności techniczne i zmysł tworzenia muzyki, tylko że to pierwsze w zasadzie mają teraz wszyscy i to drugi aspekt staje się teraz wyznacznikiem zajebistości, bądź chujowatości zespołu. Ze starczego punktu widzenia jest to muzyka kompletnie niesłuchalna, żeby nie powiedzieć iż jest nudna – oczywiście dla mnie. Szczerze powiedziawszy, znalazłem słownie ze 2-3 patenty, które od biedy mógłbym zapamiętać. Większość brzmi dość zachowawczo i w stylu „jak to już kiedyś, gdzieś…”. Problem polega na tym, że faktycznie sporo już słyszałem i nie kręcą mnie wygibasy muzyczne uprawiane w pewnych, konkretnych gatunkach. Odpieram od razu ewentualne zarzuty „chuja się znasz, to zajebisty zespół”. Być może, ale nie dla mnie. A w odbiorze muzyki, liczą się przede wszystkim nasze prywatne odczucia co do dźwięków płynących z głośnika.

 

Niezależnie tak naprawdę od mojej recenzji, fanów Sammath Naur pewnie nie ubędzie, bo zawsze znajdzie się recenzent, któremu się ich muzyka spodoba. Ja sobie daruję,bo płyta jest dobra, ale nie dla mnie.

Ocena: 5, może 6 na 10 (w ocenie jestem mniej więcej obiektywny)

Tracklist:
01. Limits Are To Be Broken
02. The Endless Cycle
03. Ecstasy In Pain
04. Grudzien
05. Harm
06. The Pit
07. The Koor-Seth Tribe
08. Krol-Duch
09. The Sinister Manifest Of Power
10. Beyond The Limits

Autor

3653 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

3 komentarze

  • Szanowny Panie,
    nie będę Sammath Naur bronić, bo oni się sami swoją muzyką bronią. Piszę, ponieważ strasznie korci mnie skomentowanie pańskiego stylu. Trzykrotnie w jakże krótkim tekście podkreśla Pan swój podeszły (sic!) wiek. Zastanawia mnie to, dlaczego wobec tego pisze Pan, wysławia się jak nastolatek? Czyżby od okresu pacholęctwa nic rozumu Panu nie przybyło? „Wyznacznik chujowatości i zajebistości”?!? Mam nadzieję, że wśród osób czytających te wypociny znajdzie się większość takich, które czytając to, zdają sobie sprawę jak mocno niemerytoryczna jest pańska wypowiedź. Jak można tak bezczelnie przyznawać się do ignorancji związanej z niezapoznaniem się z wcześniejszym materiałem zespołu, którego płytę się recenzuje? Chciałam również poinformować Pana, że recenzja od zawsze była formą subiektywnej wypowiedzi i nie musi Pan podkreślać, że co prawda Panu się nie podoba, ale innym może i tak.. Każdy recenzent ma prawo, a wręcz obowiązek do wyrażania swojej opinii. I co to znaczy, że Pan słownie znalazł patenty? Proponuję zarzucić pisanie i zabrać się do rzeczy, które przyniosą Panu większą chlubę. Bo pisanie pańskie stawia Pana w złym świetle. Może by Pan jakąś odkrywczą muzykę stworzył na przykład?
    Życzę więcej ogłady językowej.
    Pozdrawiam,
    D.

  • Mimo mojego podeszłego wieku dopuszczam inne formy grzecznościowe niż „Szanowny Panie”, więc równie dobrze mogłaś po prostu napisać „Ty chuju”.

    „Zastanawia mnie to, dlaczego wobec tego pisze Pan, wysławia się jak nastolatek? Czyżby od okresu pacholęctwa nic rozumu Panu nie przybyło?” Zaiste, azaliż tak właśnie jest.

    Masz również rację w kwestii „zajebistości, lub chujowatości”. Mogłem napisać „niczym nieskrępowanej genialności twórczej, lub wysublimowanej niechęci do tworzenia pięknych dźwięków”

    W dalszej części pragnę również przeprosić za moją kompletną ignorancję w kwestii znajomości poprzednich materiałów Sammath Naur. Jeszcze się do tego przyznałem. Nie ja pierwszy w życiu. Zapytam Cie jednak tak: znasz wszystkie dokonania Cryptic Fate?

    „Chciałam również poinformować Pana, że recenzja od zawsze była formą subiektywnej wypowiedzi i nie musi Pan podkreślać, że co prawda Panu się nie podoba, ale innym może i tak.. Każdy recenzent ma prawo, a wręcz obowiązek do wyrażania swojej opinii.” Wiem. To robię. Pytanie brzmi w takim razie, jak ustawić tutaj kogoś, kto subiektywne odczucie stara się zanegować. ;]

    „Proponuję zarzucić pisanie i zabrać się do rzeczy, które przyniosą Panu większą chlubę.” Próbowałem. Ile to ja już razy próbowałem. Niestety nikt mi nie chce tej chluby pożyczyć. To sobie tak piszę. Nie umiem, ale co tam. Co do odkrywczej muzyki – no przecież, gdybym umiał na czymś grać, to nie wyżywałbym się na muzykach. Prawda?

    A na koniec życzę nieco mniej spiętych pośladów i odrobiny przymrużenia oka.
    Pozdrawiam,
    P.

  • Miałem w zasadzie nie komentować, ale nie mogę się powstrzymać jakoś w jednym przypadku. Mianowicie, cytuję: „Może by Pan jakąś odkrywczą muzykę stworzył na przykład?” Może kilka osób rozczaruję, ale recenzenci nie są od pisania muzyki lub jej odgrywania, lecz od jej opisywania (lub opisywania jej odbioru). Dziwnym trafem nikt nie wymaga od Bogusława Kaczyńskiego napisania kantaty czy symfonii w przypadku gdy (o ile to robi w ogóle) skrytykuje jakieś wykonanie. Albo od Raczka – też nikt mu nie powie „Jak jesteś taki mądry, to nakręć coś lepszego niż film Scorsease.” To takie moje małe przemyślenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *