Sainc „Schizis”

Wydawca: Chaos III Production

Metalowcy wbrew swoim czarnym i zimnym sercom to sentymentalne zwierzaki. Znam takich którzy do Yattering podchodzą niemal bałwochwalczo płacząc nad jego trumną. Znam też takich którzy wypominają pewien koncert w pewnym mieście. Pytanie brzmi czy jedni i drudzy są w stanie odsunąć te „sentymenty” słuchając drugiego krążka Svierszczowego Sainc. Podejść do tej płyty jak do  kawałka muzyki niekoniecznie „Tego Co Grał W Zespole Na Y.”.

Przyznać Wam się muszę bezwstydnie, że ja się w tym krążku zakochałem miłością bezgraniczną i nie znającą odrzucenia. Zawiera on wszystko co sprawia, że wujek Ef z bananem na ryju zasłuchuje się po raz enty w „Schizis” i wciąż wyłapuje coraz to nowe smakowite, muzyczne kąski. Podoba mi się podejście Sainc do ujarzmiania dźwięków. Słychać że, mimo pozornego pierwszego wrażenia bałaganu i braku koncepcji po bliższym zapoznaniu muzyka zyskuje znamiona przemyślanej i poukładanej. Bo zdać musicie sobie sprawę, że Sainc nie nagrał płyty łatwej i przyjemnej niczym najnowsze dokonania Tomka Necika. Chłopaki stworzyli na tej płycie idealny miks gatunków pozornie nie dających się ze sobą połączyć. Do tego łamią niemiłosiernie rytmy i dźwięki, jakby na siłę chcieli nagrać płytę nie do słuchania. Mimo jednak ich wysiłków płyta po pewnym czasie wchodzi gładko jak zmrożona Wyborowa i wywołuje podobne przyjemne efekty. Jest też ten album muzycznym opisem galopu myśli człowieka nie do końca zdrowego psychicznie. Wbrew pozorom stworzenie czegoś takiego nie jest proste. Nie wystarczy złamać rytm, dodać nieco poschizowanej elektroniki i już. Trzeba to potrafić umiejętnie połączyć. Sainc się to udało. Mógłbym tak jeszcze wymieniać czym ta płyta jest, ale łatwiej będzie powiedzieć czym nie jest: kandydatem na listę przebojów Radia Zet. I dlatego właśnie się Wam spodoba.

Sainc powołał do życia  muzycznego Frankensteina i miejmy nadzieję, że skończy nieco lepiej niż bohater powieści Shelley. Nie chciałbym, aby „Schiz” było ostatnim krążkiem zespołu, bo jakoś mam wrażenie, że chłopaki dopiero się rozkręcają . Wy marsz kupować krążek, a ja sobie włączę jeszcze raz „Depression”.

Ocena: 9/10

Tracklist:

01. 666 Phobia

02. Senectus

03. Stressor

04. Basement Demons

05. Depression

06. Forbidden Psyche

07. War Stress

08. Insane Hunter

09. Primitive Fear

10. Darkness Time

Autor

3338 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *