Sacrocurse „Sulphur Blessing”

Sacrocurse Cover High ResolutionWydawca: Iron Bonehead Productions

Sacrocurse wpasowuje się idealnie w ten dzisiejszy sielski poranek moich sąsiadów, gdyż zaraz po odpaleniu tego krążka wszelkie ich marzenia o spokojnym wypiciu kawy i odsłuchaniu mszy w radio legną w gruzach. Wszak równowaga musi być.

Może i nie wyczekają błogosławieństwa Franka z Argentyny, ale za to ja mogę ich pobłogosławić siarką za sprawą niniejszej demówki. Wpierw gwoli ścisłości, Sacrocurse to meksykańsko – turecki ansambl, który właśnie wydał pierwszą demówkę, wściekłą jak wiejski burek na łańcuchu, ujadającą i toczącą pianę z paskudnej mordy. To tylko cztery kawałki, ale sieją pożogę. Sacrocurse to twór hołdujący black/death metalowi na starą nutę. Słychać tu południowoamerykańśką dzikość i kanadyjski brak litości, obleczone w prymitywną produkcję. W zasadzie to spokojnie mógłbym porónać feeling ich muzyki właśnie do Blasphemy, Blasphemophagher, Morbosidad czy wczesnego Sarcófago lub Sepultura. „Sulphur Blessings” cechuje bezkompromisowość tych zespołów i spójna wizja zmierzająca do obrócenia w popiół wszystkiego co święte i piękne. I udaje im się kurewsko. O ile wiem, to ta demówka ma niski limit, więc jeśli faktycznie ktoś jest zainteresowany na byciem tej dawki bluźnierstw, musi się spieszyć, a ja go zapewniam, że warto się natrudzić.

W chuj lubię takie granie, esencja podziemnego bestialstwa. Szukajcie.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Sacrocurse Temple    
2. Command Demonic Prayers    
3. Sulphur Blessing    
4. C.O.N.V.U.L.S.E.

 

Autor

9904 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *