Sacrilegium „Angelus”

sacrilegium_singiel_frontWydawca: Pagan Records

Zespół, który tworzył potęgę polskiej sceny black metalowej w połowie lat dziewięćdziesiątych postanowił, po piętnastu latach, powrócić do grania. Dla wielu, jak i dla mnie „Wicher” to jest płyta – monument. I to nie obwołany urzędowo przez wytwórnię, czy reklamy w magazynach, a po prostu z uwagi na mistrzostwo zawarte na nim pod względem artystycznym. A jak z nowym materiałem?

Na niniejszym singlu, będącym wstępem do zapowiadanej drugiej płyty kapeli znajdziecie utwór tytułowy oraz jego przeróbki oraz wersję demo. Zacznijmy więc może od autorskich utworów kapeli z Wejherowa. „Angelus” w wersji, która pojawi się na albumie… Przesłuchałem go kilkukrotnie i doprawdy – gdybym nie wiedział, że to Sacrilegium, w życiu bym na to nie wpadł. Początkowy riff brzmi jak jakieś lekkie granie w stylu Darzamat czy inny melodyjny quasi-black metal. Klawisze, które w przypadku „Wichru” dodawały dodatkowej mocy i majestatu, tutaj brzmią bardzo niedobrze. W połowie utworu zespół przyspiesza, muzyka jest intensywniejsza, może trochę bardziej przypomina to co Sacrilegium robiło wcześniej. A szczerze, to pierwsze moje skojarzenie od tego momentu poleciało w stronę Besatt. Dla niektórych to może być rekomendacja, ale dla mnie – nie do końca. Do tego wokal Nantura jest pozbawiony mocy, pomimo efektów, którymi go podrasowano. Lepiej wypada moim zdaniem wersja demo, z uwagi na to, że jest po prostu surowsza, brak jej polerki, którą potraktowano wersję z albumu. Choć kompozycyjnie to wciąż raczej mało interesujący melodic black metal… A teraz przejdźmy do remixów. Pierwszym jest ten wykonany przez In Slaughter Natives. Ich wersja „Angelus” jakoś mnie do końca nie przekonuje – muzycznie jakoś nie może się to zakorzenić między moimi zwojami. Przelatuje koło mnie i nie wywiera większego wrażenia. Podobnie z remixem Zenial. Czekałem aż jakoś się rozkręci, a on się skończył… Taki dość mocno usypiający, choć oczywiście może jeśli ktoś siedzi głębiej w takiej awangardzie to bardziej doceni. Na plus jednak wypadają remixy Echoes of Yul i ROD. Ten pierwszy jest chyba najlepszym utworem na całym singlu. Osobiście lubię takie ponure dźwięki i ten kawałek podoba mi się o wiele bardziej od oryginału. Niespokojny klimat i emocje, którym wypełniono ten utwór robią mi naprawdę dobrze. Podobnie w przypadku ROD, które przerobiło „Angelus” na folkowo – dubstepową nutę. Fajnie to wszystko sobie leci, czuć rzeczywiście neofolkowy klimat, który wciąga słuchacza. Przyznam, ze te dwa utwory wchodzą mi lepiej od oryginału. A to chyba nie jest nic pozytywnego pod adresem Sacrilegium

Przyznam, że jestem mocno rozczarowany. W kontekście „Angelus” naprawdę obawiam się powrotu Sacrilegium. Nie chciałbym, żeby powtórzył się casus Magnus, który (abstrahując od gatunku) był zespołem o podobnie… no niech będzie… kultowym (nienawidzę tego przymiotnika) statusie wydał po powrocie album co najwyżej bardzo przeciętny… Za to niniejszy singiel możecie sobie spokojnie odpuścić, chyba że lubicie dwa ostatnie zespoły.

Ocena: 4/10

Tracklist:

01. Angelus (album version)

02. Angelus (Remix by In Slaughter Natives)

03. Angelus (Remix by Zenial)

04. Angelus (Remix by Echoes of Yul)

05. Angelus (Remix by ROD)

06. Angelus (demo version)

 

Autor

12149 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *