Sacrilegia „The Triclavian Advent”

Wydawca: Invictus Productions

Zapowiada się ciekawie. Trzech rzymskich żołnierzy przybija typa w koronie cierniowej do krzyża. Za co koleżkę spotkał ten los? To już chyba wszyscy dobrze wiedzą. Tych zaś, którzy nie wiedzą, zapraszam do działu z fantastyką naukową i historią w lokalnej bibliotece. To tyle jeśli chodzi o słowo wstępu.

Teraz konkretniej, bo i konkretny zespół mi się trafił do odsłuchu. I od razu spoiler: Irlandczycy z Sacrilegia debiutują z całkiem w pytę krążkiem, ale… Od początku. “The Triclavian Advent” to nieco ponad 30 minut sprawnie zagranego blaczura w polewie thrash metalowej. Jeśli lubicie – a na pewno lubicie – takie nazwy jak Deströyer 666 czy też Gospel Of The Horns na pewno zasiądziecie przy Sacrilegia na dłużej. I żeby nie było zaskoczenia: pierwsza część krążka wciągnie was niczym rzymianin do ciemnego lochu, gdzie zostaniecie poddani wszelkiego rodzaju wymyślnym torturom. Będzie bici blastami, chłostani riffami, a liczne rany kłute niczym skorpion w amoku zada wam sam wokalista. Będzie was to bolało, ale będziecie mocno zaciskać zęby, próbując wytrwać do końca tego piekła. Gdy już wasz oprawca skończy, stwierdzicie, że jednak chcecie jeszcze więcej (wy masochiści). Włączycie więc repeat na swoim sprzęcie, a oprawca wróci do was i zacznie was bić jeszcze mocniej, aż w końcu stracicie przytomność. Nie, nie z bólu, ale z nudy. Dobrze czytacie, choć “The Triclavian Advent” zaczyna się naprawdę obiecująco, to już po – świetnym bądź co bądź – coverze Armoured Angel, Sacrilegia po prostu zaczyna męczyć. Mocno się starałem, by wytrwać do końca krążka za każdym razem, gdy do niego podchodziłem. I choć dawałem radę, to jednak była to droga przez prawdziwą mękę. Nie, nie jest to zła muzyka. Jest zagrana zajebiście, brzmi też wszystko zajebiście, ale odnoszę wrażenie, że gdzieś po drodze gubi ona swój dar przekonywania. Początek naprawdę jest dobry. Mocny, z odpowiednią dawką wpierdol metalu, który miejscami jest niemal przebojowy, ale druga część krążka jest jak zmęczony bokser, który aż prosi się o to, by zadać mu decydujący cios. A powinno być przecież inaczej: riffy, choć powtarzalne, powinny mieć więcej agresji, a całość po prostu musi trzymać w napięciu do samego końca. Tego Sacrilegia niestety brakuje, przez co “The Triclavian Advent” traci w uszach słuchającego.

Mimo wszystko, to dobry krążek. Choć ma niedoskonałości, świetnie się sprawdza chociażby podczas 12km kardio w drodze do pracy. Sprawdźcie i przekonajcie się sami.


Ocena: 7,5/10

Tracklista:
1. Relics of Oncoming Doom
2. Beyond the Fouler’s Snare
3. Bloodstained
4. On Herding of Swine
5. Armoured Angel (Armoured Angel cover)
6. The Unhallowed
7. Unheeded Warnings
8. As with Spears We Come

Autor

402 tekstów dla Chaos Vault

M. Grafoman, pies karawaniarski... Koneser i nałogowy degustator 40%. Fan zarówno śmierć, jak i czarciego metalu, którego słucha od komunii... W 33,4% joürnalist a 66,6% drünk bästard...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *