Wydawca: Iron Bonehead Productions

Dzisiaj jadę z debiutanckim albumem australijskiego Runespell, który z błogosławieństwem Iron Bonehead Productions wydał właśnie krążek zatytułowany „Unhallowed Blood Oath”.

Pewnie jakby ten materiał wyszedł własnym nakładem artysty w limicie pięciu sztuk, toby nikogo nawet smród nie obleciał, a nazwa Runespell powtarzana byłaby przez kilka osób. Tak się jednak stało, że wielcy podziemni wydawcy wzięli się za ten jednoosobowy hord i oto mam okazję sprawdzić, co też na australijskich preriach piszczy w trawie. Od razu napisze, że Runespell nie odkrywa nic nowego, nie ma tu ani pół dźwięku, który nie pojawiłby się wcześniej minimum 666 razy. Mało tego. Uważam, że ta płyta mogłaby spokojnie powstać początkiem lat 90-tych w Norwegii. Taki właśnie jest ten black metal. Mało oryginalny, ale niewątpliwie szczery. I mi się to podoba. Wnikając nieco bardziej w szczegóły mamy tu do czynienia z black metalem mocno inspirowanym średniowieczem. Co za tym idzie, jest dość epicki i atmosferyczny. Nie ma tu jednak za grosz wsi, a jest znakomite black metalowe rzemiosło. Nie można odmówić panu Nightwolfowi umiejętności. Gość doskonale wie, o co chodzi w prymitywnym black metalu. Dlatego podoba mi się bardzo to wydawnictwo. Wszystko począwszy od okładki, a skończywszy na samej muzyce ma „ten klimat” znany z lat minionych.

Pytanie jednak pozostaje: po cholerę mam słuchać jakiegoś Runespell jak sobie mogę puścić Bathory? Nie zmam odpowiedzi, wiem jednak, że Runespell też fajnie pieści moje małżowiny uszne.

Ocena 7,5/10

Tracklist:

1. Oblivion Winds
2. Bloodlust & Vengeance
3. As Old Gates Unfurl…
4. Heaven in Blood
5. White Death’s Wings
6. All Thrones Perish
7. And Wolves Guide Me Home