Rough Silk „A New Beginning”

Wydawca: Dockyard 1 Records

Która to już płyta Rough Silk? Nie mam pojęcia, bo jakoś nie miałem do tej pory styczności z tą kapelą. Dopóki nie dostałem do recenzji ich najnowszego krążka. Jak się okazało – ósmego z kolei.

Gdy na Metal Archives przeczytałem, że Rough Silk ciupie sobie power metal, a do tego pochodzą z kraju Volkswagena, pierwsze co zrobiłem to schowałem się pod dywan. Po momencie jednak pomyślałem, że nie po to wydaje grube pieniądze na karnet na siłownie, żeby mnie jakieś pałermetale straszyły. Stwierdziłem, że stawię im czoła. I… mam mieszane uczucia, co do tego starcia. Na „A New Beginning” nie mamy typowego starokontynentalnego power metalu, a raczej amerykańską odmianę. Nie usłyszycie tu wokalisty z jajkami w imadle, ale dość dobry, silny wokal, ale tylko pod warunkiem, że lubicie manierę głosu Udo Dirkschneidera, bo słychać, że Ferdy mocno wzoruje się na tym kurduplu. A jak muzycznie? Hmmm… mamy tu fajne utwory, jak „Temple Of Evil” czy „Home Is Where The Pain Is”, gdzie mocne (oczywiście jak na tą stylistykę) gitary rzężą, że aż miło. Ale niestety przeplatają się one z utworami zawierającymi sporo kiepskich momentów. Taki „The Roll Of The Dice” to dobry wstęp, z totalnie kaszaniarskim rozwinięciem, coś jak uboga wersja Queen (nie ubliżając tej genialnej kapeli), potem mamy quasi – symfoniczne śpiewy, następnie granie miękkie jak członek Jacykowa. Trochę inaczej sprawa ma się z „When The Circus Is Coming To Town”, który brzmi jak zamierzony rock and rollowy pastisz. I świadomy tego, lubię ten kawałek. Ale mieszanki country i muzyki wzorowanej na dokonaniach Nenio Morricone to już moje biedne uszka nie zdzierża. Na szczęście jest to tylko wstęp do całkiem fajnego „Sierra Madre”, w którym z kolei straszy słuchacza pretensjonalny refren. Po nim mamy znów niezły numer, z tym, że wokalista prawie w nim… rapuje. Jak widzicie, główną bolączką Rough Silk jest to, iż nagrali oni krążek nierówny, który dla jednych może być zbyt „mocny”, zaś inni zarzucą chłopakom ciotowatość.

Na „A New Beginning” znajduje się więcej dobrych momentów, ale poniższą ocenę kapela może zawdzięczać jedynie mojemu dobremu samopoczuciu. Może gdybym wstał dziś wkurwiony, to ocena byłaby niższa…

Ocena: 4/6 (bo ja naprawdę mam dziś dobry humor)

Tracklist:

1. Temple Of Evil
2. Home Is Where The Pain Is
3. Reborn To Wait
4. The Roll Of The Dice
5. When The Circus Is Coming To Town
6. Sierra Madre
7. A New Beginning
8. Warpaint
9. Black Leather
10. We’ve Got A File On You
11. Deadline
12. We All Need Something To Hold On To In This Life
13. A Song For Hilmer
Autor

11248 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *