Rotting Kingdom „A Deeper Shade of Sorrow”

Wydawca; Godz ov War Productions

Minął rok od wydania debiutanckiej EPki Amerykanów z Rotting Kingdom a tu już pojawia się pełnowymiarowy krążek. Szanuję takie podejście, bo w przypadki minialbumu było na czym ucho zawiesić. A jak jest w przypadku „A Deeper Shade of Sorrow”?

No chyba nie myśleliście, że będzie inaczej? To znaczy jest trochę inaczej, ale generalnie jest równie dobrze. Trochę inaczej, bo wydaje mi się, że w porównaniu do „Rotting Kingdom” na najnowszym wydawnictwie zespół poszedł w jeszcze cięższe i wolniejsze klimaty. O ile na wcześniejszym materiale dość słyszalne były wpływy wczesnego Paradise Lost, o tyle tutaj odsunięte one zostały trochę na dalszy plan, a wyraźniej przed słuchacza wyjęto wpływy choćby Unholy i innych klasycznie doom metalowych bandów. Choć może nie usunięto tych paradajsowych wpływów, a po prosto dołożono nowych, cięższych. Ale całkowitej zmiany kursu tutaj nie słyszę, wciąż głównymi inspiracjami wydają mi się wczesne wydawnictwa Anathema, My Dying Bride. Mamy też świetne fragmenty podjeżdżające pod Tiamat w „The Antechambers of Eternity” – to chyba mój ulubiony utwór z całego krążka – lekko rozmarzony, rozpływający się pod koniec. Zdarzają się też jednak i dość szybkie fragmenty, gdzie zasuwają nam już rasowym death metalem – że za przykład posłuży mi „Absolute Ruin”, numer brzmiący całkiem szwedzko. Choć to taki trochę rodzynek – krótszy niemalże o połowę od pozostałych kawałków (reszta oscyluje powyżej siedmiu minut, większość sięga do ośmiu minut z hakiem). Generalnie słuchając obydwu materiałów po sobie mam wrażenie, iż „A Deeper Shade of Sorrow” jest przede wszystkim cięższy, masywniejszy, ale może to z uwagi na czas. Epka trwała dwadzieścia minut z niewielkim okładem. Debiut to już ponad czterdzieści minut, więc siłą rzeczy mam prawo do takiego wrażenia. Niezmienny natomiast w muzyce Rotting Kingdom jest duch lat dziewięćdziesiątych, który pojawił się na EPce i nie zniknął ani na moment na debiucie. I bardzo dobrze, bo właśnie za to ich polubiłem.

Na nadchodzącą już wielkimi krokami jesień jest to płyta wręcz wyborna – ciężka, ponura, niekiedy melancholijna, utrzymana w odcieniach szarości. Czuję, że spędzę w jej towarzystwie niejeden deszczowy wieczór.

Ocena: 8/10

Autor

11161 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *