Rosetta „A Determinism Of Morality”

Wydawca: Translation Loss Records

Wodząc wzrokiem po płytach do recenzji, w oko wpadło mi wydaniwctwo amerykańskiej grupy Rosetta. W zasadzie na taki deszczowy dzionek jak dziś krążek jak znalazł.

Rosetta gra bowiem muzykę dziwną, choć z drugiej strony sporo takich dźwięków ostatnimi czasy jest generowanych w różnorakich garażach i salach prób. Zwą ją różnie. Post-metal. Ultra-sludge. Zaś sam zespół określa dźwięki zawarte na „A Determinism Of Morality” jako… metal dla astronautów. Niby głupie, a coś w tym jednak jest. Po włączeniu tej płytki czuje się jak przestrzeń dookoła zacieśnia się a krańce wszechświata zbliżają się ku sobie. Cholera, zawsze taka muza sprawia, że mam właśnie takie poczucie. Jako, że dyscyplina którą uprawiają Amerykanie nie jest najbliższa memy sercu, to może moje porównania do Neurosis czy Cult Of Luna nie będą idealnie trafione, ale nic lepszego do głowy mi nie przychodzi. Niemniej jednak „A Determinism Of Morality” słucha mi się przyjemnie. Na zewnątrz leje, a ja sobie w ciszy i spokoju słucham spokojnego brzdękania gitary i perkusyjnych podchodów, zdając sobie sprawę, że zaraz przekaz nabierze na sile i wgniecie mnie w fotel. Potężna ściana dźwięku spadnie na mnie powolną, lecz ultraciężką strugą. Ale to nic. Posiedzę tak sobię, bo Rosetta powoduje, że nie chce mi się ruszyć ręką ni nogą. Większość zespołów z tego gatunku tak właśnie na mnie działa, z tą różnicą, że jedne działają dłużej, zaś inne krócej. Rosetta należy do kapel z tej pierwszej grupy, jednakże do odsłuchiwania konieczne są warunki pogodowe identyczne z dzisiejszymi.

Pewnie większości z typowo metalowej populacji „A Determinism Of Morality” nie zaintersuje. Niemniej jednak zawsze znajdzie się jakiś ułamek ciekawy innych dźwięków. Zdaje mi się, że Rosetta tworzy głównie dla nich.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

01. Ayil

02. Je N’en Connais Pas la Fin

03. Blue Day for Croatoa

04. Release

05. Revolve

06. Renew

07. A Determinism Of Morality

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *