Root „Hell Symphony”

Wydawca: I Hate Records

Remanentów z I Hate Recods ciąg dalszy. Tym razem sięgniemy korzeni czeskiego black metalu. I mówię to dosłownie jak i w przenośni. Bo oto i mamy przed sobą zespół Root.

Szwedzki label postanowił zrobić prezent, tym którzy Czechów jeszcze nie znają i wznowił część dyskografii Root. Dziś weźmiemy na tapetę drugi krążek ekipy Big Bossa – „Hell Symphony”. Płytę oryginalnie wydano w 1991 roku przez nieznaną mi w ogóle wytwórnię Zeras. Po siedemnastu latach za wtłoczenie „Hell Symhony” ponownie w srebrne rowki odpowiada właśnie I Hate Records, a jak wieść gminna niesie, krążek ma też wypasiony booklet. Niestety wersja promo to li tylko kartonik, więc by potwierdzić te słowa, musicie sami zaopatrzyć się w płytę. A ja Was do tego zachęcam, bo uważam, że Root zawsze był zespołem niedocenianym. W swoich czasach na pewno był bandem dość oryginalnym, który mieszał ze sobą to co najlepsze w pierwszej fali black metalu, czyli Venom czy Bathory z bardziej mroczną muzyką, która już wtedy zaczęła oplatać metalowe podziemie. „Hell Symphony” taka właśnie jest – sporo tu szybkiej black/thrash’owej jazdy („Asmodeus”), ale nie brak tutaj też charakterystycznych dla Root zwolnień („Leviathan”), inkantacji wypowiadanych przez Bossa („Satan”). Na drugim opusie Root znaleźć można też niezłe utwory oparte na instrumentalnych partiach, kojarzących się z rytualnymi rytmami. O dziwo, krążek ma niezłe brzmienie, chropowate i trochę archaiczne – dla mnie idealne. Ja uwielbiam akurat takie zmurszałe granie, trącące przysłowiową myszką, z wpadającymi w ucho riffami, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że niektóre partie wokalne wypadają dość…hmmm…komicznie. Ale taki to już urok tej kapeli. Żadna reedycja nie byłaby chyba reedycją, gdyby nie upchnięto na nią kilka bonusowych utworów. I tak, mamy tu trzy kawałki w wersji live, których słucha się całkiem nieźle. Jak zresztą całej „Hell Symphony”.

Lubię takie reedycje, bo przypomina się przykurzone, lub właśnie niedocenione w pełni zespoły. Root w pełni na to zasługiwał. A ja mam nadzieję, że Was zachęciłem. A jak nie – wkrótce następne recenzje.

Ocena:7/10

Tracklist:

1. Belzebub
2. Belial
3. Lucifer
4. Abaddon
5. Asmodeus
6. Satan
7. Leviathan
8. Astaroth
9. Loki 04:41 [view lyrics]
10. The Prayers
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *