Roman Kostrzewski „Woda”

Wydawca: Mystic Productions

Nie będę ukrywał – Roman Kostrzewski to dla mnie ikona polskiej sceny metalowej, koło której nie przechodzi się obojętnie. Jedni uważają go za niemalże oświeconego poetę – mistyka, zbliżonego do Słowackiego czy Micińskiego, inni zaś jedynie za szarlatana i grafomana. Odcinając się od wszelkich jego ekstremalnych ocen, dane mi jest od kilku dni obcować z solowym alumem Romana – „Woda”.

Aby nie było niedomówień – „Woda” nie jest płytą metalową ani nawet rockową. Uznałem jednak, iż z szacunku, jakim darzę głównego aktora tego niezwykłego spektaklu, uprawnionym będzie skreślenie kilku słów o tym krążku. Muzyka zawarta na „Wodzie” „Wody” to w przeważającej większości syntetyczne, elektroniczne dźwięki będące podkładem do wokalnych partii Romana. Nie jest to bynajmniej moja muzyczna specjalizacja, podejrzewam zresztą, że również Wasze muzyczne gusta są nieco odmienne od zawartości tej płyty. Niemniej jednak, do mnie osobiście trafiają one bezproblemowo, choć spory wpływ na ten stan rzeczy ma na pewno osoba twórcy. Muzyka zawiera dużą ilość ambientowych plam klawiszy, różnego rodzaju przeszkadzajek, miarowej i rytmicznej pracy syntetycznej perkusji. No i oczywiście głosu, jakże przecież charakterystycznego. Jeśli chcecie jakichś odniesień, to niektóre fragmenty przypominają mi patenty zbliżone do ballad Kata, a konkretnie to na przykład do recytowanej części „Delirium Tremens”. Z kolei taki „Żyj Szybko i Giń” kojarzy mi się z gregoriańskimi chorałami, między innymi z powodu łaciny użytej w tekście. Ostatni utwór – dwunastominutowa „Kijanka”, to rozbudowana kompozycja, przywodząca na myśl najspokojniejsze, najmniej metalowe fragmenty takich kawałków, jak „Szmaragd Bazyliszka”, „Płaszcz Skrytobójcy”. Cały krążek jest stworzony jakby po to, by delektować się nim w samotności, w półmroku z lampką wina w dłoni. Słuchacz zagłębia się wówczas w dźwiękach niczym w tytułowej wodzie, lejących się leniwie we mgle stworzonej przez rozmyte partie klawiszy. Na tle melodii wyraźnie zaznacza się wokal, najważniejszy instrument na albumie, za pomocą którego Kostrzewski świetnie oddaje emocje – od chwilowych stanów zadumania do sarkastycznej drwiny. Odnośnie liryków, to na próżno szukać tutaj podniosłych inkantacji ku chwale Szatana, pobrzmiewają tu raczej echa tematyki znanej z „Error” Alkatraz czy ewentualnie z „Szyderczego Zwierciadła”. Natomiast wspólnym mianownikiem wszystkich poszczególnych części składowych jest niezaprzeczalny klimat i atmosfera.

Kostrzewski dołożył wszelkich starań, by koło „Wody”, tak jak koło jego własnej osoby, nie można było przejść obojętnie. Krążek ten, bardzo niemetalowy, dla mnie jest wspaniałą odskocznią od wyziewów, z którymi na co dzień obcuję. Jednym słowem: bardzo dobra płyta nieprzeciętnego artysty.

Autor

10190 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *