Rise and Shine „Empty Hand”

Wydawca: I Hate Record

O rany, a ja myślałem, że trafiłem na debiutantów… Natomiast ta kapela istnieje już niemal dwadzieścia lat, ja zaś nie mam nic na usprawiedliwienie swojej niewiedzy…

Chodzi mi o Rise And Shine, którzy jakieś pół roku temu wypuścili album „Empty Hand” z dziesięcioma utworami. A każdy z nich to czysty hołd dla Black Sabbath – przede wszystkim. Mam kolegę, Wojtka, który uparcie twierdzi, że nie ma co słuchać epigonów, skoro można cieszyć się oryginałami. Jasne, że można, ale taki Rise And Shine do riffów inspirowanych płytami „Masters Of Reality” czy „Volume 4” dorzucił też sporo innych – rockiem z lat sześćdziesiątych, Zeppelinami. Sporo tego naprawdę, ale ponad wszystko i tak wybija się ten główny, blacksabbathopodobny trzon muzyczny. I świetnie, bo ja ich uwielbiam. Tłuste, leniwe riffy jakie leją się litrami (tak, jakbyście nie wiedzieli, riffy przelicza się na litry, hehe) z dźwięków „Empty Hand” idealnie współgrają z jesienną aurą za oknem. Do tego fenomenalny głos wokalistki, który nieodparcie kojarzy mi się z… Mirą Kubasińską. A że babka miała kawał głosu, to tym lepiej. U Rise And Shine czuć i stonerową radość grania ale kilka momentów niesie ze sobą też jakby smuteczek dla równowagi. Świetna to płyta pod szklankę z wódką na jesienny wieczór albo pod lufkę w ciepłe popołudnie – wybór zostawiam Wam.

Nie będę Was przekonywał, bo jeśli ktoś lubi Sabbsów, to po prostu powinien dać szansę tym Szwedom. Żeby później tylko mi nie mówić „a skąd miałem wiedzieć, że to takie dobre…”.

Ocena: 8,5/10

Tracklist:

1. Empty Hand
2. Empty Words :
3. In the Arms of Death
4. I Don’t Belong
5. Someone Else’s Share
6. King Cliff
7. Harmony and Noise
8. Dirty Tricks
9. Another Troubled Mind
10. Too Much, Too Fast, Too Loud
Autor

10497 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

3 komentarze

  • E, trochę kolego uprościłeś. Epigoni jak najbardziej są warci zakupu i słuchania, pod warunkiem że ich muzyka ma odpowiedniego kopa. Nie widzę natomiast sensu tracenia przeze mnie czasu na płyty jedynie przyzwoite. No ale tu co kto lubi.

    A recenzowany zespół ciekawy, na bank sprawdzę :]

  • Hehe, wiem, że uprościłem, dając temu zalążek dyskusji przy browarze przy najbliższej okazji 🙂 Sprawdź, bo fajne to granie 🙂

  • Przed napisaniem posta przesłuchałem jeden numer, w sumie to mi zjadło na końcu słowo ‚całość’. Podrzucisz płytę to chętnie posłucham więcej hehe. Wśród zakupów póki co są inne priorytety…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *