Wydawca: Wolfspell Records

Dostałem ostatnio dość sporo black metalowych płyt do recenzji i tak jakoś nie mogę powiedzieć, by wszystkie mnie wzięły i porwały (obłędem oczywiście). Aż tu nagle, jak kontrola radarowa zza ośnieżonego krzaka, wyskoczył debiut Riivaus.

Polubiliśmy się z tą płytą od razu głównie z uwagi na jeden, ale bardzo ważny fakt – Riivaus pochodzi z Finlandii, co od razu można wychwycić w muzyce tego one man bandu. Finlandia to jak wiadomo scena o dość charakterystycznym brzmieniu, a Hoath Daemnator stojący za Riivaus ani myśli odcinać się od swoich korzeni. Dzięki temu słucham „Lyöden taudein ja kirouksin” z niekłamaną przyjemnością. W ciągu trzydziestu pięciu minut Riivaus atakuje nas muzyką wściekłą, ale z wyraźnie zarysowaną melodią. Chwilami jest ona dość skoczna, jeśli mogę użyć tego słowa – i rozumiem przez to nie cepelię a’la folkowe przyśpiewki, że wódka coś tam coś tam – chodzi mi raczej o jakieś takie nieoczywiste nawiązania do tradycyjnej muzyki ludowej (przy czym podkreślam, w żadnym wypadku nie mamy tu do czynienia z jakąś odnogą pagan metalu). Cóż… najprościej będzie, jeśli po prostu przyrównam Riivaus do tego co można usłyszeć u ich rodaków z Horna, czy z kilku innych zespołów. Do mnie to przemawia, bo to jest rodzaj black metalu jakiemu hołduję. Prosty, dosadny, zimny, surowy, szczery. Do tego z charakterystycznym, rozwrzeszczanym wokalem, z zimną atmosferą, z prymitywnym brzmieniem – o taki fiński black metal walczyłem! I nawet zdjęcie w dziwnej szacie w lesie mi nie przeszkadza.

Naprawdę bardzo dobry debiut sprokurowało Riivaus, a pewnie mało kto się nim zainteresuje. Ja tam polecam jednak sprawdzić, bo fińska scena cieszy się u nas szeroką estymą.

Ocena: 8/10

tracklist:

1. Lyöden Taudein Ja Kirouksin
2. Uhrirovio
3. Pakanamalja  
4. Alkemisti  
5. Vihan Temppeli  
6. Tuhkasade