Revolting Cocks „Sex-o Olympic-o”

Wydawca: 13th Planet Records

„To my, królowie disco! Możemy wszystkoooo!!!” Zaraz pewnie się spytacie, czy aby to pana Oracle nie popierdoliło już dokumentnie. Ano nie. No, może nie do końca, ale to nie ma nic wspólnego tą recenzją.

Fanem Ministry nigdy nie byłem. Spoko, mogłem posłuchać, jak akurat gdzieś leciało, ale płyty sobie nigdy nie kupiłem. Fajnie, a jak się ma to do wstępu recenzji? Ano tak się, ma że rzeczony Al Jourgensen poza Ministry udziela się również w kapeli o nazwie Revolting Cocks, którą to słyszę po raz pierwszy, mimo, że na scenie istnieją już sporo czasu. Co gra Revolting Cocks? Trudno mi to będzie określić, ale coś pomiędzy industrialem i rockiem, a wszystko to okraszone to takim pop/rockowym klimatem. Niestrawne? Niekoniecznie, pod warunkiem, że zrzuci się na moment klapki na oczach. Revolting Cocks różni się znacząco od macierzystej kapeli Ala, więcej (o wiele więcej) mamy tu rockowych melodii, czasem rytmy są rzeczywiście niemal taneczne, hehe. Właściwie, jako wrodzony sceptyk podszedłem do tej płyty adekwatnie. Ale już w trakcie pierwszego odsłuchiwania spodobał mi się ten krążek. Całe „Sex-o Olympic-o” przesiąknięte jest żywą (w sensie żwawą) elektroniką, chwilami kojarzącą się z Ministry, chwilami z przyspieszoną wersją Nine Inch Nails (patrz: „Touch Screen”). Podkreślam wszakże, że taka muza jest w zasadzie mi obca, więc może cała ta recenzja być z dupy, ale co mi tam. A więc jedziemy dalej. Najlepszy moim zdaniem utwór na płycie to „I’m Not Gay”, w zasadzie pozbawiony gitar, oparty jedynie o loopy i elektronikę, w którym to najbardziej chyba czuć ducha Ministry. Podobnie jest z „Abundant Redundancy”. Ogólnie to na „Sex-O Olympic-O” kawałki zapadają w pamięć i szybko jej nie opuszczają, jak w „Red Parrot”, rockowym numerze z wykorzystaniem harmonijki ustnej i pianina, podanego oczywiście w tej całej lekko popowej stylistyce. Kurwa, może jestem pozer, ale podoba mi się ta muza. Wolę takie industrialno/rockowo/popowe granie od płyty jakiejś Dody, która w jednym magazynie muzycznym dostaje 10/10 (!) punktów, obok recenzji Nebiros… ale wracając do tematu, Revolting Cocks ma też niezłe teksty, mówiące o ogólnie pojętych stosunkach damsko – męskich, hehe. W końcu nawet takiego ciula jak Bush nie można krytykować non stop. Możecie mówić, żem giej, ale kochane metale moje, podobuje mi się to Revolting Cocks.

Ciekawe, ilu z Was, po przeczytaniu tej recenzji pobiegnie w te pędy po „Sex-O Olympic-O”. Tak, też myślę, że pewnie nikt. A szkoda, czasem można wrzucić na przysłowiowy luzik, wszak królowie disco mogą wszystko…

Ocena: 5/6

Tracklist:

  1. „Hookerbot3000” – 3:30
  2. „Keys to the City (Vegas Mix)” – 3:38
  3. „Red Parrot” – 4:32
  4. „Robo Bandidos” – 4:14
  5. „Cousins” – 4:16
  6. „Touch Screen” – 4:02
  7. „I’m Not Gay” – 6:15
  8. „Abundant Redundancy” – 4:28
  9. „Lewd Ferrigno” – 4:05
  10. „Wizard of Sextown” – 7:20
  11. „Hookerbot3000 (Disco-A-Go-Go Mix)” – 4:27
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *