Reverie „Bliss”

Reverie BlissWydawca: Invictus Productions

Raz na trzy miesiące powiedzmy trafia mi się krążek będący dla mnie całkowitym zaskoczeniem in plus. Niniejszy kwartał stoi pod znakiem „Bliss” wcześniej mi nieznanego Reverie z Danii. Przewertowałem internety i znalazłem zdjęcie młodych chłopaczków, za których nie dałbym oranżady w proszku. A tu taki nokaut.

Ostatnim takim porządnym zaskoczeniem było dla mnie prawdopodobnie Tribulation, może Morbus Chron. Te zespoły bowiem wprowadziły nutkę świeżości do death metalowego rzemiosła. Teraz dochodzi do nich właśnie Reverie ze swoim debiutanckim krążkiem. Całość brzmi mrocznie, trochę dziwnie… Jakby belgijskie Possession zaczęło grać death metal, to tak bym sobie to mniej więcej wyobrażał. Choć z drugiej strony to nie jest taki czysty death metal, „Bliss” ma w sobie bowiem też wyczuwalne pierwiastki Morbid na przykład. Melodie proponowane przez Duńczyków mają w sobie coś opętanego, nie do końca normalnego, a w zderzeniu z fenomenalnym operowaniem wokalem przez Halfdana całość wywarła na mnie ogromne wrażenie. To w dużej mierze właśnie za sprawą barwy jego głosu muzyka Reverie zyskuje dodatkowego kolorytu, choć utrzymanego w takim bądź innym odcieniu szarości, hehe… Panowie nie ograniczają się, czasem wplotą gdzieś w tło akustyczną gitarę, jak w „Blood in the Sea” i wychodzi to naprawdę fantastycznie. Albo flet w „Blind at Heart” – powiecie, że nie ma prawa bytu w takiej muzyce? Posłuchajcie tego utworu. Kiedy indziej dostaniemy naprawdę frapującą aranżację, riff noszący znamiona szaleństwa… Na „Bliss” Duńczycy zaklęli pierwiastek pierwotnej idei black/death metalu, wpletli jakiś nieodgadniony czynnik, który powoduje, że ten album ma swoją głębię, jakiej próżno szukać na dziesiątkach innych płyt. Z każdym przesłuchaniem (a mam ich za sobą już spokojnie kilkadziesiąt) dostrzegam na debiucie Reverie coś nowego, co wcześniej mi umknęło, a teraz jest tak oczywiste jak słoneczko na sierpniowym niebie, hehe…

To jest naprawdę album nagrany z olbrzymią klasą i wyczuciem. W chwili gdy czasem człowiek sobie myśli „w chuj dawno nic mnie nie zaskoczyło” dostaje krążek pokroju „Bliss”. I ożywa. Dla takich właśnie krążków człowiekowi chce się przeczesywać podziemie.

Ocena: 9/10

Tracklist:

Side A
1. Dust and Dirt  
2. Fall Apart  
3. Bliss  
4. Blood in the Sea  
5. Gennem Dine Ar  
Side B
6. First Reverie  
7. Circles  
8. From Sea to Shore  
9. Blind at Heart

 

Autor

11603 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *