Revelation of Doom „Shemhamforash”

Wydawca: Pagan Records

Ożesz kurwa, ja pierdolę!!! Ale dostałem w ryja. Włączyłem płytę do odtwarzacza, a tu jak nie przymierzając Szatan z pudełka (wraz ze swoimi sługusami), poleciała na mnie kanonada ognistych razów, pozostawiając po sobie pręgi na ciele i plamy krwi na podłodze i ścianach. Taki metal to ja rozumiem!

O czym się tak rozwodzę, taplając się w pochwałach niczym mucha w kale? A o drugim albumie stołecznego Revelation Of Doom„Shemashforash”. Proszę państwa, tak obskurnej płyty, a zarazem tak diabelnie mocnej i porywającej nie słyszałem już dawno. Piewcy czasów zarazy, przypadających na przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych poprzedniego millenium, znani między innymi z takich kapel jak Pyorrohea czy Hate (to dla tych, którzy nie siedzą w podziemiu na co dzień) w Revelation Of Doom znakomicie wskrzeszają ducha tamtych czasów. Zastanawiacie się pewnie, czemu się tak podniecam? Bo jest to granie, jakie w moim czarnym serduszku, zajmuje pierwsze, zaszczytne miejsce. Totalnie szaleńczy miks death, thrash i starego black metalu, czyni z tego zespołu równymi takim diabelskim kreacjom jak Azarath, Hell Born, czy tym podobnych. Oczywiście jeśli Kaos’a i resztę obchodziło by jakieś ściganie się w dziwacznych konkurencjach na popularność. Ale słuchając „Shemashforash” mam wrażenie, że jedyne, co interesuje tych wariatów, to nakurwiane w instrumenty ku chwale Rogatego. Muzycznie mamy tu masę odniesień do takich kapel jak Venom (na przykład w utworze „The Goatwhore”), Hellhammer, Sodom („From Metal To Hell”), wczesny Morbid Angel, Deicide, Asphyx i groma innych Starożytnych Bogów. Nie będę Wam tu wypisywał, Co w której minucie akurat inspirowało chłopaków do napisania takiego to a takiego riffu, bo nijak będzie się to miało do całego odbioru tej płyty. Mimo, że jak powiedziałem, odniesień jest tu co nie miara, to nie jest to chamskie zrzynanie, ale chamskie granie. Bez żadnego pieprzenia, staroświecka jazda przez całą płytę! Jest brutalnie, ale mamy i zwolnienia, śmierdzące pleśnią i hellhamerowskim graniem, mamy też wszelkiego rodzaju smaczki, jak pojękiwania rozpustnic, dzwony, pobekiwanie kozła, a na finisz satanistyczne inkantacje. Produkcja, co może zaskoczyć tych myślących stereotypami, że jak oldskul, to gówno słychać, bardzo czytelna, acz chropowata i na pewno nie do strawienia, jeśli ktoś lubi death metal spod znaku Sceptic. Ale ta płyta jest przeznaczona dla wszelkiej maści dewiantów, dla których czas zatrzymał się dwadzieścia lat i dobrze im z tym faktem.

Revelation Of Doom drugim krążkiem pokazał, że metal to nadal muzyka stworzona przez/dla Diabła. I słuchając „Shemashforash” nie ma co do tego żadnych pieprzonych wątpliwości. Jedna z najlepszych polskich płyt 2007 roku. Hell!!!

Ocena: 9,5/10

Tracklist:

1. Six Six Six
2. From Metal To Hell
3. The Goatwhore
4. As The God So The Servants
5. Phalluscipher The Godcrusher
6. Morbid Death
7. Messenger Of Darkness
8. Vultures Genocide
9. Darkness Shall Be
Autor

10503 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *