Purify The Horror

purifyPurify The Horror to nowa kapela na scenie grind core’owej – panowie ukrywają się pod świńskimi maskami, nie chcąc zdradzać swojej tożsamości. Przed przesłuchaniem ich najnowszej EPki zastanawiałem się – czy to aby nie ze wstydu.

Mało tego – nie zatytułowali nawet swojej EPki w żaden sposób. Stąd też nie ma tytułu w nagłówku. W żadnym wypadku nie jest to „selftitled EP”, jak mogłem przeczytać w notce promocyjnej. Takie to dziwne rzeczy już się dzieją na tym świecie. Dobra, to może przejdźmy do muzyki. Mamy tutaj dwanaście kawałków poszatkowanego mięcha upchnięte na siedemnastominutowym minialbumie. Szczęśliwie dla mnie – nie jest to jakiś chujowy, nakurwiający grind na ślepo – to znaczy, nakurwiania tutaj sporo, ale jest ono całkiem przyjemne. Chwilami pod Terrorizer, kiedy indziej pod wczesne Napalm Death. Jest szybko i intensywnie, ale w kilku momentach i pobujają, te świnie brytyjskie. Przyznam się, że to jedyny rodzaj grind core’a, który do mnie przemawia – konkretnie w bebechy butem, w grdykie z pięści i chodu! Podoba mi się takie podejście u Purify the Horror, stąd też ocena taka, a nie inna.

Myślę, że wszyscy osobnicy, którzy chwalą sobie korzenie grind core’a powinni się zapoznać z tym krążkiem – możliwość po temu jest, bo EPka do odsluchania w całości gdzieś tam w necie.

Ocena: 7/10

Autor

11610 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *