ProFanatism „My Kingdom Come”

ProFanatism My Kingdom Come (Promo 2015)Oczywiście jeśli miałbym się kierować nazwą, to podejrzewałbym, iż muzyka ProFanatism biegnie gdzieś ku najbardziej ohydnej z formacji, czyli Profanatica. Jakżeż bym się mylił w takim przypadku!

Bo choć faktycznie ProFanatism porusza się w obrębie black metalu, to już tutaj nie mamy takiego nagromadzenia plugastwa w dźwiękach. „My Kingdom Come” to taka podróż w końcówkę lat dziewięćdziesiątych, kiedy już nie tylko surowość się liczyła, ale też jakiś pomysł na muzykę. Stąd też brzmienie drugiej demówki tego polsko – norweskiego ansamblu cechuje się przestrzennością – może to zabrzmi jak bluźnierstwo, ale kojarzy mi się to trochę (nie zaczęsto, ale wystarczająco, by o tym wspomnieć) z Dimmu Borgir pozbawionym całej tej pompatyczności, orkiestralności i tak dalej. Z drugiej strony – ta muzyka jednak ma w sobie coś surowego, mogącego kojarzyć się z Gorgoroth na przykład (ta „surowość” jest przy tym dość umowna). Ale czuć u ProFanatism rozmach i chęć przyciągnięcia uwagi słuchacza, choćby poprzez sample. Ale ten z „Egzorcyzmów Emily Rose” to jednak już w chuj oklepany jest – ciekawe ile razy jeszcze go będzie mi dane usłyszeć? Wracając do muzyki, większość to średnie tempa, które czasem przybierają na sile i szybkości, jednak trzymając się raczej pewnego kanonu. Ogólnie, każdy kto żył już w latach dziewięćdziesiątych i słuchał muzyki z tamtego okresu będzie miał cały czas wrażenie, że gdzieś część patentów zawartych na „My Kingdom Come” już słyszał. Czy to źle? Zależy od gustów rzeczonego słuchacza.

Mnie może i nie porwało to demo, ale nie uważam, żeby było z nim coś nie tak. Ma swoje momenty, czasem lekko przymuli, ale przez większość czasu jest OK. Pewnie wyprzedane koncerty im nie grożą, ale i pomidorów rzucanych na scenę bać się nie powinni.

Ocena: 6,5/10

Tracklist:

1. Devil in My Flesh…    
2. Dark Essence    
3. Scorn    
4. I Cold    
5. Ether of Hades    
6. Przyjdż królestwo moje    
7. …and Legion in My Soul

 

Autor

11165 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *