profanatism

                                                    Wydawca:  Under the Sign of Garazel Productions / Putrid Cult

Coś w tym roku mam szczęście do materiałów, które giną w mrokach burdelu płytowo – książkowego, nazywanego dla niepoznaki „uporządkowanym nieładem”. Ostatnio odnalazłem Anaboth, dzisiaj kolejny szczęśliwie wydobyty materiał.

Nie będę tutaj z miną znawcy opowiadał Wam „młodym metalom”, jakie to materiały do tej pory wypuścił Profanatism, na czym to wyszło, kto wydał i w ogóle jaki rozmiar buta noszą obaj Panowie. Bo nie mam o tym pojęcia. Jest to mój pierwszy kontakt z Profanatism. O jego istnieniu do tej pory wiedzy nie posiadałem. Za to mogę Wam przybliżyć nieco muzykę, którą zawarli na swoim „dużym” debiucie. Generalnie rzecz biorąc celowałbym w black metal drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych. Nie wiem czemu najbliżej mi tutaj do Limbonic Art, chociaż bez wsiowego „parapetu”. Zespołu, który – w do dzisiaj niewytłumaczalny dla mnie sposób – stał się fenomenem nad Wisłą. I w zasadzie chyba tylko u nas. Spora grupa obecnych trzydziestolatków chodziła i nuciła sobie „Dominus Spiritus Sathanas…”. Zresztą nie tylko. Co będziecie nucić w przypadku Profanatism? Szczerze powiedziawszy to nie jestem przekonany czy cokolwiek. Brakuje ciekawych momentów. Poza dwoma. W dużej mierze materiał ten zbudowany jest z niewielkiej ilości klocków. Mocno w ten sposób ograniczając szansę na to, aby słuchacz został czymś zaskoczony. Chociaż w sumie jak w drugim utworze w pewnym momencie wdarł się w moje uszy krzyk: „Apokalyptyk dens”, to lekko się zdziwiłem. Kompletnym bezsensem wokalu w tym akurat miejscu. Rozjeżdża się on z resztą jeszcze w paru miejscach. I to zdecydowanie on jest słabszym elementem tej układanki. Tak jak i angielski i ryczenie w tym języku. Co innego kiedy wokalista zdziera papę w ojczystym języku. Dwa utwory, a jaką robię różnicę. Oba wybijają się ponad pozostałe (no może jeszcze „Icon Hereticon” dochodzi do tego poziomu) i chyba tędy droga. Może i coś z tego będzie. Ale na tę chwilę nie jestem przekonany.

Właśnie przed chwilą odkryłem, że jednak nie jest to mój pierwszy kontakt z Profanatism, bo poniewiera mi się do recenzji ich split z Sarg (ze stycznia bieżącego roku). Skoro nie pamiętałem…

Ocena: 6/10

Tracklist:

01.Intro
02.Darkness in the Eyes of God
03.Icon Hereticon
04.I Cold
05.Dance with a Serpent
06.Nowy świt
07.Ostatni zmierzch
08.Legion in My Soul