Primordial „To the Nameless Dead”

Wydawca: Metal Blade Records

Oj, pluję sobie straszliwie w brodę! A czemu? Bo jakoś nigdy wcześniej nie zainteresowałem się na poważnie Primordial. To znaczy coś tam słyszałem, jakieś pojedyncze utwory przypadkiem, u kogoś. Ale nigdy tak całej płyty nie miałem w rękach. Aż do teraz.

„To The Nameless Dead” to już szósty album w karierze tych irlandzkich Irlandczyków (bo istnieją też polscy Irlandczycy, jakbyście nie wiedzieli, hehe). I tego ducha Zielonej Wyspy słychać bardzo wyraźnie, bowiem Primordial pogrywa sobie od kilkunastu już lat celtycki folk/black metal. A gra go na nie byle jakim poziomie, co słychać na krążku, nie opuszczającym mojego odtwarzacza już od dłuższego okresu czasu. Chociaż w naszej redakcji jest taki jeden, który na folk/black’u zna się o piekło lepiej ode mnie, musicie mi zaufać w ocenie tego albumu. Ale nie bójta się, bo moje odczucia są jak najbardziej pozytywne. Na „To The Nameless Dead” typowego, skrzecząco – bzyczącego, black metalu nie ma tak wiele, jak można się spodziewać. Niemniej jednak, taki „Traitors Gate” cechuje się istotnie blackową kanonadą, ale i ona zawiera duży ładunek folkowej melodyki. Ale już nie w takim stopniu jak pozostałe utwory, majestatyczne, bardzo podniosłe – czuć w nich nawet gdzie niegdzie ducha Bathory. Ale najważniejsze uczucie, bijące z szóstego opusu Dublińczyków to duma. Duma z ich irlandzkich korzeni, podkreślana zarówno w muzyce, jak i w tekstach, jasno określonym przekazie i oprawie albumu. Dźwięki Primordial, oprócz folkowej melodyki, przyprawione są również sporą dozą agresji, a w innych z kolei miejscach na odwrót – melancholii i spokoju. Całość nie tworzy bynajmniej jakiegoś niestrawnego dania, wszystko jest przemyślane i dopasowane, zlewa się w jedną logiczną całość. Słuchaczowi krążek wchodzi wybornie, nie nudzi po dwóch przesłuchaniach, a wręcz przeciwnie – im dłużej „To The Nameless Dead” pobrzmiewa w moich głośnikach, tym bardziej chce mi się tego słuchać. Dlatego z miłą chęcią rozglądnę się za wcześniejszymi albumami Primordial. A ponadto dzięki temu albumowi widać, że Metal Blade potrafi jeszcze coś dobrego wydać, poza masą metalkłorowych muzykantuf.

Irlandczycy wydali klasowy album i z tego co mówią obeznani w temacie, prawdopodobnie najlepszy w ich karierze. Słuchająć „To The Nameless Dead” jestem w stanie uwierzyć im na słowo (czego normalnie nie lubię robić). Kawał świetnej muzyki.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Empire Falls
2. Gallows Hymn
3. As Rome Burns
4. Failures Burden
5. Heathen Tribes
6. The Rising Tide
7. Traitors Gate
8. No Nation On This Earth


Autor

11506 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *