Primal „Obłęd”

 

Wydawca: Quid Est Veritas Productions

Tempo w jakim Primal prezentuje mi swoje muzyczne igraszki, naprawdę godne jest pozazdroszczenia. W listopadzie zeszłego roku, zabawiłem się we wróża Zefira i przepowiedziałem, że dane mi będzie recenzować „Obłęd” i to niedługo. Jak widać – mam moc jasnowidzenia.

 

Rozkręcił nam się Primal. Tak sobie – po łebkach, ale zawsze – posłuchałem dotychczasowych wydawnictw  i wniosek nasuwa się sam. Jeśli, to co PrimalOne wylewa w swoich dźwiękach, jest połączone z tym co tam się pod kopułą kotłuje, to ja mu nie zazdroszczę. Bez wątpienia, pierwsze słowo jak nasuwa się przy słuchaniu „Obłędu” to ciekawość. Jak daleko sięga wyobraźnia twórcy (słowo artysta wyświechtane ostatnimi czasy) i jego przebijająca w każdym dźwięku indywidualność. Tym ostatnim, również wszyscy sobie ostatnio gębę wycierają i coraz rzadziej można spotkać kogoś, komu cechę taką można przypisać z pełną odpowiedzialnością. „Obłęd” ciekawi chaosem, a z drugiej strony płynnością dźwięków tworzących pewną hipnotyzującą całość. Pierwszy z czynników jest pozorny i stanowi pierwszą odkrywaną warstwę przez słuchacza (zresztą nie tylko na tym materiale). W drugą zostajemy wciągnięci mimowolnie. Im dłużej słucha się tego materiału, tym bardziej on przyciąga. Kolejnym elementem, który przebija się przez „Obłęd” jest świadomość (chociaż zestawienie obok siebie tych dwóch słów wydaje się być mało szczęśliwe). PrimalOne tworzy swój powyginany niemiłosiernie black metal właśnie w taki sposób nie bojąc się eksploracji innych muzycznych pól. Wiem, że nie on pierwszy, bo przez ostatnie lata black metal jest poddawany, nieludzkim wręcz, eksperymentom. Tylko, że z większości takowych, wychodzą niesłuchalne małe potworki. Kawałkiem odstającym od reszty in minus, jest „Jak groby otwarte”. W zasadzie nie chodzi nawet o cały utwór, tylko o niektóre momenty, gdy zaczynają się rozjeżdżać dotychczas dość dobrze przystrojone płaszczyzny (mówię szczególnie o początku utworu). W ostatecznym jednak rozrachunku i tak Primal zasłużył na ocenę najwyższą.

 

Rzadko kiedy mam tak, że faktycznie czekam na następny materiał danego zespołu. W tym roku, zdarza się to drugi raz. Pierwszy band to Raghammer. Drugi to Primal. Wiem, że już nowy materiał jest, więc na niego czekam. Szkoda natomiast, że Primal nie udziela wywiadów.

Ocena: 10/10

Tracklist:

01. Genesis
02. …i wszystko było dobre
03. Próżnia
04. …i śmierci już nie będzie
05. Wojna
06. Jak groby otwarte
07. Egzorcyzm

Autor

3572 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *