Primal „Deathzone”

 

Wydawca: QEV Productions

Są na tym świecie zespoły, które używają dziesiątek, często bełkotliwych i pustych stwierdzeń, które mają oddać stopień skomplikowania i oryginalność wykonywanej przez nich muzyki, która tak naprawdę jest prosta i gówniana. Są też takie bandy za których „gada” ich muzyka.

 

I tak właśnie jest w przypadku Primal. Nie mogę sobie odmówić przytyku na samym początku, bo niestety co kieruje twórcą tego muzycznego projektu, że tworzy takie a nie inne dźwięki pozostaje dla mnie tajemnicą, gdyż nie był on zainteresowany wywiadem po splicie z zeszłego roku. No, ale nie on pierwszy i nie ostatni. Mogę mu to natomiast wybaczyć, bo w wypadku Primal broni go muzyka, której dane mi było posłuchać na „Deathzone”. A co my tu mamy panie kochany? Ano mieszankę wielu muzycznych szufladek z których najbardziej wysunięta jest ta z napisem black metal w średnich tempach z tendencją do kombinowania. Co oczywiście nie oznacza, że to jedyne co tu możecie znaleźć, tym bardziej, że Primal pozwolił sobie naprawdę na dużo w kwestii mieszania gatunków, co wypacza wspomniany black – acz pozytywnie, jakkolwiek to brzmi. Z drugiej strony nie wyskoczył też specjalnie przed szereg, więc puryści gatunkowi zawału nie dostaną. Muzyka jaką proponuje nam Primal może nie trafić do Was za pierwszym razem, ale myślę, że za 3-4 już na pewno. Co mnie prywatnie się podoba to fakt, że długie kompozycje, które tu są nie nudzą. „Deathzone” ma też dość ciekawą perkusję, która w niektórych momentach sprawia wrażenie wykorzystywania jednej zagrywki nadającej ton każdemu utworowi. Zarzut to żaden,tylko luźne skojarzenie. Moim faworytem jest utwór tytułowy z charakterystycznym gitarowym riffem, którego się przegapić nie da. Równie ciekawy jest patent z utworu numer jeden od mniej więcej 3:13. Całość „Deathzone” opatrzona małym dodatkiem (bądź jak to kiedyś mnie zastrzelono w empiku „dodadeczkiem”) od Markiza znanego chociażby z Deep Desolation, który to zespół zresztą też recenzowałem.

 

Generalnie rzecz biorąc odbieram dość pozytywnie ten krążek, chociaż nie do końca jest to moje granie,co nie zmienia faktu, że Primal swoim debiutem dupy nie dał.

Ocena: 7/10

Tracklist:

 

01. Angel’s Hatred
02. Wrath of the God
03. Deathzone
04. –
05. Book of Revelation
06. The Prophecy
07. Liars
08. Son of the Morning
Autor

3698 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *