Zgryz miałem z tym krążkiem niemały i w zasadzie dalej go mam. Ciężko mi było jednoznacznie ocenić muzykę zawartą na „Vesperae” i tak naprawdę to jedna z niewielu płyt w przypadku których w ciągu kilku przesłuchań mógłbym ją diametralnie zmienić.

Panie, czego tu Praesepe nie nawkładało. Głowa mała. Dziada i baby brakuje i produkcji odpowiedniej, ale o tym ostatnim później. Szukasz elementów charakterystycznych dla black metalu? Znajdziesz. Chcesz dla odmiany death? Nie ma żadnego problemu. Bardziej melodyjnie? Też da radę. (Edge of Sanity zaśmierdziało mi w pierwszym utworze). Podniecają Cię zapieprzające palce gitarzysty spod których wyskakuje nagle wykurwista solówka? Wsłuchajcie się więc dobrze w „Vesperae”. A może jednak wolisz nieco bardziej mroczny klimat tworzony przy użyciu sampli? Mamy tu i takie dźwięki. Na dobicie trzy różne rodzaje wokali. Jednym słowem : na bogato. Pierwszym skojarzeniem po przejechaniu całej płyty było Cynic. I w zasadzie wszystko w temacie, chociaż – nie obraźcie się chłopaki – nieco Wam brakuje. I tu właśnie pojawiają się moje „ale”. Trochę na siłę moim zdaniem próbujecie zaskakiwać słuchacza. I tak naprawdę jest tu tego wszystkiego za dużo. Miałem takie przekonanie o braku koncepcji. Improwizacja, której echa tu słychać świadczy bardzo dobrze o umiejętnościach technicznych muzyków, tylko że nie stanowi o spójności materiału. Tego mi tu brakuje, a to mogłoby tu stanowić o sile uderzeniowej muzyki. Nie do końca rozumiem ideę wrzucenia tutaj numeru 4. W pierwszym wkurwia brzmienie i wypuszczenie plastikowej perkusji do przodu (ale nie w całym utworze), za to najlepszy dla mnie jest utwór numer 5. 16 minutowy wałek potwierdza umiejętności muzyków i jest najbardziej poukładany ze wszystkich. Za to brzmienie całego krążka do poprawy.

Nie da się ukryć, że Praesepe idzie pod prąd standardom dzisiejszej piosenki biesiadnej. Zasadne jednak pozostaje pytanie, czy aby nie za bardzo zespół próbuje kombinować. Pięć utworów – każdy inny. Pierwiastek, który ma je łączyć (nazwijmy go „dark”) w zasadzie – głównie przez brzmienie – zostaje rozmyty, a to z kolei spłaszcza całość. Natomiast jestem jak najbardziej na tak. Nieco uporządkować muzykę i będzie gitara.

Ocena: 6.5/10

Tracklist:

 

01. Fragrance of Old
02. A Blackened Shore
03. Idiocy
04. E Pluribus Unum  (instrumental)
05. Fires of the Calm Sun
06. Fragnance of Old  (instrumental)
07. A Blackened Shore  (instrumental)
08. Idiocy (instrumental)
09. Fires of the Calm Sun  (instrumental)