Porta Daemonium „Serpent of Chaos”

Wydawca: Blood Harvest Records

Nie mogłem przejść obojętnie koło tej płyty z dwóch powodów – po pierwsze goście pochodzą z Chile, a po drugie ich debiut sygnuje swoim logo Blood Harvest Records. Te dwa proste fakty w połączeniu sprawiły, że „Serpent of Chaos” rychło zakręcił się w moim odtwarzaczu niczym Misiewicz w spółkach związanych z MON.

Aaa, jeszcze jak spojrzałem na listę płac i zauważyłem, że muzycy tego horda terminują lub terminowali w takim Ammit czy Praise the Flame to miałem dodatkowy bodziec by zapoznać się z tym albumem. I nie żałuję – ani ja, ani nie pożałuje żaden zakapturzony skurwiel w mazce pegazce. Bo Porta Daemonium właśnie głównie do nich kieruje swoją morderczą twórczość: bestialski black/death metal. Jeśli ktoś przeżyje kanonadę perkusyjną i gruzowate gitary, to pewnie dobije go głęboki jak gardło panny Lovelace wokal. Chwilami słychać tutaj mocne wpływy Conqueror czy Blasphemy, a kiedy indziej ciągnie tych Chilijczyków w stronę Incantation czy sceny brazylijskiej jak Rebaelliun. Zwolnień nie mamy tu wiele, jeśli już to rytmiczne nakurwianie w średnim tempie, jak w „Porta Daemnium” czy w zamykającym całość „Under the Sigils of the Fallen Angels”. Maniacy ekstremalnych dźwięków będą jednakże kontent słuchając „Serpent of Chaos”, bowiem komando z Chile trzyma się kanonów i skojarzeń, które każdy metalowiec ma zakute w swojej pale – że w tym Chile to tylko diabla smoła i piekielna siara.

I w przypadku Porta Daemonium odpowiada to prawdzie. No cóż, kolejny świetny zespół na mapie Ameryki Południowej poznany. A ile tam takich kwiatków, których jeszcze nie dane mi było usłyszeć… Do tego czasu myślę jednak, że ten debiut nie raz zagości w moim odtwarzaczu.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Zazas Zazas Nasatanada Zazas  
2. Via Sinistra
3. The Blood of the Dark Madness
4. To the Left of God
5. A las primordiales serpientes del caos
6. The Apep’s Chaotic Dreams
7. Porta Daemonium
8. Under the Sigils of the Fallen Angels

 

Autor

9683 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *