Popiół „Zabobony”

 

Wydawca: Godz ov War Productions

Zdziwi się ten, co ogarnięty chęcią dojebania somsiadowi i polskiej kapeli, zakrzyknie: Znów jakieś gnoje z polskom nazwom! Dawej mi tu The Darkened Tormenting Hellswitch, bo to brzmi poważnie, a nie jakiś kurła Popiół!!!- bowiem Popiół to nie żadne gołowąsy.

Popiół budzi się jako ten Feniks po dwudziestoletniej drzemce. Co bardziej kumaci skojarzą nazwę „Popiół” z debiutem wrocławskiego Thy Worshiper i będzie to całkiem trafne nawiązanie. Z dwóch powodów – Popiół tworzą byli i obecni muzycy Thy Worshiper (między innymi), a ponadto zaraz po „Popiele” pojawiło się sporo pomysłów, które przez dwadzieścia lat nie doczekały się realizacji. Aż do teraz. „Zabobony” to bowiem kontynuacja / inkarnacja tamtego ducha i tamtych pomysłów. Nić, łącząca te dwa albumy (a w pewnym stopniu również i „Martwą Dziką Czerwień”) jest bardzo wyraźnie słyszalna. Dostajemy tutaj nietuzinkowe połączenie black i pagan metalu, w którym echa lat dziewięćdziesiątych potraktowane zostały z klasą, ale i nie trącą przysłowiową myszką. Dlatego też całość brzmi świetnie, choć surowo. Numery na „Zabobonach” nie należą z kolei do najprostszych, kombinowania tutaj jest od chuja, ale Popiół zrobił to ze smakiem. Na przykład taki utwór jak „Chmury” trwa dziewięć minut, ale w ogóle się tego nie odczuwa. A takich kolosów jest więcej i każdy z nich opowiada inną historię, i porywa słuchacza w odrębny sposób. Do tego mamy też kawałki w zasadzie w pełni folkowe (że je nazwę w ten sposób z uwagi na brak odpowiedniego słowa zastępczego) jak „A kysz”, które o dziwo płyną swobodnie. I budzą różne skojarzenia. Pamiętacie „Wodę” Kostrzewskiego? Kurwa, taka „Czerń” cholernie mi się z tym albumem kojarzy. I to nie jest żadna kalumnia. To mi się podoba. Za plus biorę fakt, że na mym licu nie rysuje się grymas politowania. A to często akurat zdarza się w przypadku zespołów co to chcą diabłu świeczkę i Światowidowi ogarek. Od razu wytłumaczę – tu nie chodzi o kolesiostwo ani o to, że wydawca przelewa co miesiąc olbrzymie sumy w kostarykańskich colónach na nasze konto, żeby recenzje miały pozytywny wydźwięk. Po prostu Popiół nagrał bardzo dobry, za przeproszeniem, debiut. I nic z tym nie zrobię, choćbym chciał się przyczepić – nie umiem.

„Zabobony” to przemyślany i dopracowany w drobnych szczegółach album. Nie trafi do każdego, ale i muzycy nie zamierzają się przypodobać wszystkim. Ich muzyka jest cholernie ciekawa i albo ją polubicie, albo będziecie szydzić z Popiołu po wsze czasy. A to dobrze – przynajmniej nie przejdziecie koło nich obojętnie.

Ocena: 8/10

Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *