planet-hell-mission-oneWydawca: Thrashing Madness Productions

Początkowo nie wiedziałem, z jakiej planety przyleciało do nas Planet Hell, jak również co ich misją jest. Uczucia me mieszane – cały koncept sprawia wrażenie dość nowoczesnego podejścia: kosmiczna otoczka, na zdjęciach uniformy. A label iście oldschoolowy…

Szczęśliwie szala przechyliła się na stronę oldschoolu, bowiem Planet Hell to kapela, która porusza się w klimatach na przykład takiego Nocturnus, czy jego późniejszej inkarnacji – After Death. „Mission One” przynosi nam dziesięć utworów, które roztaczają dookoła gwiezdną aurę zamkniętą w dobrym death metalu. W dobie gdy albo wszyscy odkrywają na nowo szwedzkie brzmienie lub sięgają korzeni Morbid Angel i Possessed, kapela z Katowic stawia na lekko inny death metal. Walcowate, ciężkie i grube riffy, a do tego świdrujące, chwilami wręcz wirtuzoerskie solówki. Niby death metal, ale tu i ówdzie przebija się progresja – i nie mówię tu tylko o coverze Rush, po prostu w muzyce Planet Hell cały czas podskórnie czuje się, że ten death metal to chwilami brzmi iście profesorsko. W tej duchocie mamy dużo przestrzeni, choć brzmi to paradoksalnie. A przy tym, wbrew pozorom – „Mission One” brzmi mocno i brutalnie. Do tego kapela łącznie z wydawcą postarali się o naprawdę świetną oprawę tego materiału i dlatego możemy pocieszyć oczy fajnym digibookiem, z ciekawą wkładką (koncept materiału oparto o literaturę fantastyczną Lema) w której znajdziemy ciekawe futurysytczne obrazki, no i teksty oczywiście. Nic tylko kupować!

Planet Hell to dla mnie duże zaskoczenie na plus. Jeśli ktoś ma zrobiony ołtarzyk z „The Key” czy „Treshold” nie powinien się nawet zastanawiać.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. NothingMachine
2. Invincible
3. Mask
4. Eden
5. Astronaut
6. Voyage XI
7. Inquest
8. ElectroDragon
9. Return from the Stars
10. Earthshine (Rush cover)