Wydawca: Eisenwald Tonschmiede

Szczerze przyznam, że za muzyką Agalloch jakoś nigdy nie przepadałem. W ściśle określonym środowisku, czy tam grupie, zespół ten obrósł w pewnym stopniu kultem, choć fenomenu tego zrozumieć nie potrafię. Agalloch jednak już nie ma, zaś jego muzycy poszli w swoją stronę. Jeden z nich powołał do życia Pillorian, a że debiuty bywają barwne i niosą – czysto teoretycznie – powiew świeżości, postanowiłem zapoznać się z tym projektem.

Przeprawę z tym albumem miałem nie tyle co długą, ale i miejscami trudną. Pillorian, podobnie jak Agalloch, eksploruje klimatyczne rejony black metalu, co wiąże się z całą masą kompozycji, często wprawiających słuchacza w melancholijny nastrój. To akurat ostatnio, w tym nurcie jest dla mnie niezbyt ciekawe, by nie powiedzieć nudzące i mało odkrywcze. Nie jest to jednak równoznaczne z tym, że Amerykanie nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Wręcz przeciwnie, sprawnie korzystają z dobrodziejstw post metalowych riffów, czy też rockowych aranży, przez co budowanie atmosfery przychodzi im z zadziwiającą łatwością. I już otwierający “By the Light of a Black Sun” niejako definiuje cały album. Długie, rozbudowane kompozycje, mocno obsadzone ładunkami różnych emocji, które przejawiają się w cyklicznych i klimatycznych partiach (“The Vestige of Thorns” czy kończący album “Dark is the River of Man”), świetnie budują atmosferę chłodu i lekkiego przygnębienia. Jednak tylko pozornie. Kiedy wydaje się, że muzyka będzie płynąć sennym nurtem, nagle pojawia się wir wściekłych, czysto black metalowych riffów oraz precyzyjnie dawkowanych blastów. Co sprawia, że w połączeniu z czystymi wokalami (“A Stygian Pyre”), całość wypada nad wyraz szczerze a ja, mimo początkowej niechęci, przekonuję się do tej formy czarciej sztuki z każdą odsłuchaną nutą. Co do produkcji. “Obsidian Arc” brzmi dobrze. Zimno, miejscami surowo, jak na niemiecką inżynierię przystało. I nic dziwnego, skoro za heblami usiadł sam Markus Stock aka Ulf Schwadorf, znany chociażby z Empyrium (odpowiedzialny również za zajebisty “Sun” Secrets Of The Moon).

Debiut Pillorian można więc zaliczyć do udanych. Przeprawa, choć na początku trudna, okazała się być całkiem spoko przeżyciem z masą – tfu! – pozytywnych emocji. Dla ciekawych świata.

Ocena: 8/10

Tracklista:
1. By the Light of a Black Sun
2. Archaen Divinity
3. The Vestige of Thorns
4. Forged Iron Crucible
5. A Stygian Pyre
6. The Sentient Arcanum
7. Dark is the River of Man