Pestilential Shadows „In memorian Ill omen”

Wydawca: Pulverised Records

Naczekała się ta płyta na recenzję, niczym Białoruś na pożyczkę od Chińczyków. I konkluzja jest taka, że nic by się w sumie nie stało, jakbym zrecenzował ją na ten przykład za tydzień, albo miesiąc. Ale po kolei.

Średnia roczna opadów w Polsce to 600mm, a z kolei średnia temperatura w lecie w Los Angeles to 29 stopni. Interesuje Was to? Nie. No właśnie, bo ludzi pociągają skrajności, coś co wznosi się ponad szarzyznę i uśrednienie. A niestety, słowo „średni” to klucz do trzeciej  płyty  Australijczyków z Pestilential Shadows. 8 utworów nie wybijających się nawet nieco powyżej – tak zgadliście – średniej światowego blacku. Zespół tłumi w sobie wszelkie pomysły na udziwnienie muzyki, dając nam może i ładnie opakowany, ale za to nudny jak coroczne skarpetki, prezent. Wszystko to jakieś takie monotonne, bez polotu. Starałem się co prawda wyszukać jakąś jaskółkę, czy innego okrwawionego gołębia nadziei. Niestety nic z tych rzeczy. Dodatkowo płyta przygniata nas swoją monumentalnością. Winiłbym za to brzmienie (chociaż wcale nie jest złej jakości) i konstrukcję poszczególnych utworów. Miało wiać mrozem i srogimi, bezkresnymi przestrzeniami ziemi niczyjej, a dmucha średni zefirek. Nuda panie. Nic się nie rusza. Cisza. Tak po prawdzie to dziać nieco zaczyna się w połowie płyty. No, w drugiej części. Okej w dwóch ostatnich utworach, a to przyznacie za mało. Pozostała część płyty po prostu męczy i stawia przed nami nie lada wyzwanie, aby wytrwać do końca. Odnoszę co prawda wrażenie, że Pestilential Shadows widział oczyma wyobraźni co chce nagrać, ale przekuć tego na muzykę już do końca nie potrafił. Tak naprawdę najlepsze są momenty, kiedy zespół schodzi ze stylistyki black w inne rejony czarciej muzyki. Jednak po dodaniu, odjęciu,  podniesieniu do potęgi i obliczeniu silni wychodzi nam ocena… średnia. Nie przemawia do mnie to kompletnie. Okładka za to się wybija ponad przeciętność.

Nie obiecywałem sobie zbyt dużo po tym krążku i moja zdolność prekognicji po raz kolejny mnie nie zawiodła. Słyszałem dużo lepszych zespołów z mało srogiej Australii. Ten dodaje do katalogu o nazwie: Średnie.

Ocena: 5/10 (jako rzekłem)

Tracklist:

01. Weapon Against the Sun
02. Beautiful Demise
03. With Serpents I Lay
04. Of Loss and Suffering Inherit
05. For Man and Heaven’s Ruin
06. Sundered
07. Ecclesia Moriendi
08. Bathed in Ashes
Autor

3481 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *